Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Toksyczna miłość

29 czerwca 2018

Gospodarczy patriotyzm to piękna postawa. Dopóki nie zaczniemy realizować jej w praktyce. Wtedy może zaszkodzić

Dyskryminacja ze względu na pochodzenie jest zła. Przynajmniej jeśli dotyczy ludzi, bo w przypadku pochodzenia produktów rynkowych są tacy, którzy aktywnie do niej nawołują. Nazywają się "patriotami gospodarczymi" i chcą, byśmy towary "kupowali polskie", a już niekoniecznie niemieckie, amerykańskie czy chińskie. Bo to rzekomo w długiej perspektywie napędza gospodarkę. Jeden z takich patriotów, poseł Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Gonciarz, zaproponował nawet w listopadzie, by na paragonach polskich produktów umieszczać obligatoryjnie wyraźną informację o ich pochodzeniu. Żeby ludzie wiedzieli, co wybrać, gdyby mieli wątpliwości. Ekonomiczna mądrość spływa na posła najwyraźniej od samego premiera Mateusza Morawieckiego, największego obecnie promotora patriotyzmu gospodarczego. Dla Morawieckiego pojęcie to oznacza nie tylko kupowanie polskich towarów, lecz głównie aktywne wspieranie polskich firm w ekspansji zagranicznej. Morawiecki nazywa je czempionami. Ich sukces ma pociągnąć za sobą inne, mniejsze firmy, które same by sobie rzekomo nie poradziły.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.