Kasty nadzwyczajnych ludzi
Zaczęło się od tego, że profesora Lecha Morawskiego ktoś nieopatrznie wypuścił do Londynu, a Anglicy nie odesłali go z lotniska do Polski, jak to regularnie robią z księdzem Międlarem. Być może fakt, że przyleciał jakiś sędzia, jakiegoś Trybunału Konstytucyjnego uśpił ich czujność. Zaś pewnie doktorant z Torunia nie przewidział konsekwencji wyjazdu promotora i nie posłał na czas do brytyjskiego Home Office e-maila z ostrzeżeniem, iż stolicę Zjednoczonego Królestwa nawiedzi niebezpieczny ekstremista. Zaspał, więc sam jest trochę sobie winien. Wypuszczony na swobodę prof. Morawski podczas debaty naukowej w Oksfordzie dał wyraz temu, jak bardzo nie lubi swych kolegów po fachu oraz jak bardzo kocha obecnie rządzącą partię. Tę, która dała mu fajną posadę w Trybunale Konstytucyjnym, czego akurat źli koledzy dać nie chcieli. Przy okazji dostało się też - nie wiedzieć czemu - homoseksualistom. Ale w profesorskich mózgach (zwłaszcza prawników) impulsy nerwowe często biegną niezrozumiałymi dla maluczkich ścieżkami.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.