Lista grzechów i słabości konającego rynku kapitałowego
Z daniem przedstawicieli zarządu GPW bardzo dobre prognozy gospodarcze, otoczenie makroekonomiczne i rosnąca skłonność do inwestowania to czynniki, które mocno sprzyjają rozwojowi rodzimego rynku kapitałowego. Na dodatek przygotowywana jest strategia, która ma tchnąć w warszawską giełdę nowego ducha – co najmniej na miarę tego, który towarzyszy planom budowy Centralnego Portu Lotniczego. Przypomnę, że za poprzedniej formacji rządzącej budowaliśmy już warszawskie centrum finansowe, które miało obsługiwać kapitałowo nie tylko krajowe, ale też zagraniczne rubieże, wykraczając poza Europę Środkowowschodnią. Nowa strategia ma być gotowa pod koniec 2018 r. Nie wiadomo jednak, czy w chwili, kiedy się ukaże, rynek będzie w stanie zaabsorbować nowe pomysły, czy też jego stan będzie na tyle ciężki, że najlepszym rozwiązaniem będzie jego likwidacja. Jeśli nie napłynie na parkiet kapitał uruchomiony przez pracownicze plany kapitałowe, to – śmiem twierdzić – proces wykrwawiania się naszej giełdy będzie kontynuowany – aż po agonię i śmierć. Dlaczego tak czarno to widzę?
Po pierwsze, w przeciwieństwie do zagranicznych giełd trwamy od wielu lat w permanentnej, przerywanej jedynie krótkotrwałymi zrywami, bessie. Wykończyła ona zarówno rzesze inwestorów, jak i pognębiła finansowo otoczenie współpracujące z giełdą.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.