Czeski problem służby zdrowia
76proc. Polaków jest zdecydowanie niezadowolonych ze służby zdrowia. Zawsze myślałam, że tak musi być; wszyscy narzekamy na zdrowie i system jego ochrony, bo w tej sferze nie da się zaspokoić wszystkich potrzeb. Dopóki z ciekawości nie zajrzałam do badań opinii publicznej w Czechach. Tutaj proporcje są odwrotne: niezadowolonych jest tylko 20 proc. Owszem, można by więcej wydawać na zdrowie, ale zdaniem Czechów czas oczekiwania i komunikacja z lekarzami nie wyglądają źle. Z ciekawości zadzwoniłam do koleżanki z Czech i spytałam, jak ocenia opiekę zdrowotną. Z odpowiedzi Hanki, matki trójki dzieci, wynikało, że nie jest to problem, który spędza jej sen z powiek.
Pamiętam taką sytuację: moja wówczas dwuletnia córka skarżyła się na ból ucha. Lekarz rodzinny kazał iść do laryngologa, żeby sprawdził, co się dzieje. Gdzie? - Znajdzie pani w internecie - usłyszałam od lekarki i tak zrobiłam. Dzwoniłam pod znalezione numery, by się dowiedzieć, że najszybszy termin jest za kilka tygodni. Poszłam prywatnie. Moja czeska przyjaciółka słuchała tej historii z niedowierzaniem. - Jak jest pilna potrzeba, właściwie idzie się bezpośrednio do specjalisty bez skierowania. Przyjmują od ręki - tłumaczyła mi. Na co się zatem czeka? - Może trochę na takie planowe zabiegi, jak endoprotezy - mówi.
Jednym z wyznaczników działania systemu jest zazwyczaj sytuacja w onkologii. - Mamy niezłą ofertę dla pacjentów - mówi Milan, onkolog w jednym z dużych centrów poza Pragą. Co robi pacjent, który usłyszy od lekarza o podejrzeniu raka? - Istnieje sieć placówek referencyjnych, które oferują kompleksową opiekę. Ja zajmuję się chorymi z rakiem głowy i gardła. Współpracujemy z większością laryngologów czy okulistów z naszego regionu. Każdy wie, że może przysłać pacjenta w każdą środę przed południem do nas do szpitala. Przyjmiemy wszystkich - opowiada. Na miejscu albo robią od ręki badania, albo kierują na diagnozę.
- W szpitalu zapewniamy wszystko od diagnozy przez leczenie i późniejsze kontrole - opowiada Milan. A co z dostępem do leków? W onkologii w Polsce wielu pacjentów szuka ich przez fundacje, bo państwo nie płaci. - Są przypadki, że jakiś lek jeszcze nie dostał refundacji, ale wtedy zwracamy się do ubezpieczalni z prośbą o finansowanie dla tego konkretnego chorego - tłumaczy Milan. - I co - dopytuję - ubezpieczalnia płaci? - Zazwyczaj tak. Jak już jest źle, zaczyna się wrzawa medialna i wtedy finansowanie często się znajduje - dodaje. - A co można by poprawić? - dopytywałam. - Chyba opłacanie dojazdów pacjentów do szpitala. Tego ubezpieczalnie nie finansują - mówi po dłuższym zastanowieniu onkolog. Żeby się nie przygnębiać, nie kontynuowałam rozmowy. ⒸⓅ
@RY1@i02/2018/069/i02.2018.069.00000060a.801.jpg@RY2@
Klara Klinger
dziennikarka DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu