Andrzej Mleczko ciągle nie chce być nauczycielem
O prozaikach mówi się, że są jak wino, im dojrzalsi, tym lepsi. Andrzej Mleczko literatem nie jest, ale tę starą maksymę z małą modyfikacją można odnieść także do niego.
Lektura najnowszego tomu prac krakowskiego rysownika przekonuje, że autor "Wina, kobiet i śpiewu" się nie zestarzał. Świetnie wie, że w jego profesji dojrzałość jest zabójcza, więc z uporem od niej ucieka. I bardzo dobrze, nie ma chyba nic gorszego niż satyryk pozujący na mędrca i dydaktyka. Mimo blisko czterdziestu lat pracy artystycznej satyryk z miasta smoka ciągle recenzuje świat z pozycji błazna, ale bliżej mu do błazeństw Stańczyka niż pseudointelektualnych dowcipów Marcina Dańca. Mimo że na bieżąco komentuje polską rzeczywistość, to udaje mu się omijać mielizny doraźnej tematyki.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.