Postawiłam już krzyżyk na ten rok, a potem poszło siłą rozpędu
Dziesiąta tenisistka świata mówi o ataku paparazzich na Mauritiusie i różnicach na korcie między kobietami a mężczyznami
Kiedy wchodziłam do wody, starałam się trzymać rękę w górze. Właściwie to lekarze nie zabronił mi się kąpać, tylko prosili, żeby po wszystkim ładnie wysuszyć ranę. Ale woda nigdy się tam nie dostała, bo na wszelki wypadek miałam ze sobą gumowe rękawiczki chirurgiczne.
Wszystko goi się świetnie, we wtorek będę miała zdejmowane szwy. Z zewnątrz wygląda to dobrze. A jak ręka będzie się sprawowała, okaże się w poniedziałek, kiedy pierwszy raz wezmę do ręki rakietę. Wtedy miną trzy tygodnie od zabiegu. Jeśli będzie wszystko w porządku, zaczynam normalnie trenować. Na razie pewnie będę jednak więcej czasu spędzać na siłowni czy bieganiu niż na korcie.
To chyba jasne. Niedawno można było zobaczyć w gazetach dlaczego.
Było tak: dotarłyśmy na wyspę o siódmej rano, pospałyśmy jeszcze do dziewiątej, a godzinę później byłyśmy na plaży. A fotografowie już tam na nas czekali, z duńskiej gazety. Było ich pięciu, mieli taaaką długą lufę aparatu ukrytą pod parasolem i czatowali na nas z łódki rybackiej. Ja jeszcze pierwszego dnia nie wchodziłam do wody, ale kiedy dziewczyny próbowały podpłynąć w ich stronę, szybko uciekli. Już zdobyli to, co chcieli. Śmiałyśmy się z tego.
Nie było opalania toples, tylko rozwiązane paski od stanika, kiedy leżałyśmy na brzuchu. Kiedy jest 55 stopni, trudno, żeby na plaży nosić kożuch.
Nie spotkałam się z żadnymi uwagami. Wydarzenie przeszło całkiem bez komentarza.
Plaża była codziennie, ale codziennie też była jakaś wycieczka. Jeździłyśmy na kładach, pływałyśmy kajakami, dwa razy nurkowałyśmy, zwiedziłyśmy plaże z każdej strony, całą wyspę. Były też akcenty sportowe, dziewczyny dużo pływały, ja chodziłam biegać. A jak zmęczone wracałyśmy do pokoju, to każda brała za pilot od telewizora. To już chyba taka choroba, bo włączałyśmy sobie sportowy kanał i oglądałyśmy męski turniej w Paryżu.
Zupełnie nie. Wiele osób pod koniec sezonu pytało mnie, czy szykuję się do turnieju Masters. Odpowiadałam, że w tym roku nie mam szans. Po US Open brakowało mi kilkaset punktów w rankingu. Pamiętam swoje słowa: musiałabym być w półfinale w Tokio i w finale w Pekinie, żeby jechać na Masters. To wtedy brzmiało jak coś zupełnie nieprawdopodobnego.
Sama nie wiem, bo naprawdę odczuwałam skutki urazu. W Krakowie dwa dni przed wyjazdem do Azji powiedziałam głośno, że nie sądzę, żebym jeszcze zagrała jakikolwiek mecz w tym sezonie. Postawiłam krzyżyk na ten rok. Jedynym wyjściem było dostać zastrzyk i jakoś dociągnąć do końca. Trenowałam po 15 - 20 minut dziennie, żeby nie przeciążać ręki. W Tokio poprosiłam o jak najpóźniejsze ustawienie pierwszego meczu z Jekatieriną Makarową. Po wszystkim byłam bardzo szczęśliwa. Nawet nie dlatego, że awansowałam do kolejnej rundy, ale że w ogóle dograłam ten mecz do końca. Cieszyłam się, że z kontuzją jest trochę lepiej i będę mogła wystartować w obowiązkowym turnieju w Pekinie. Potem grałam już na zupełnym luzie. Wiedziałam, że fizycznie nie jestem w stu procentach przygotowana. To były wyrównane spotkania. I tak jak na początku roku przegrałam wiele meczów wygranych, tak teraz potrafiłam wygrać te prawie przegrane. Na koniec wszystko się zrównoważyło.
Tak mnie podbudowało to pierwsze zwycięstwo. Ale najważniejsze, że nie było presji ani żadnych oczekiwań, nie sądziłam, że gram jeszcze o jakąś stawkę. Byle tylko skończyć sezon. I jakoś to wszystko szło siłą rozpędu, chociaż warunki były ciężkie i zmienne. Bo w Tokio korty bardzo szybkie, w Pekinie bardzo wolne, a potem była zmiana strefy czasowej i znów wolny kort pod dachem w Luksemburgu. I tam też był półfinał.
To koniec sezonu, każdy jest zmęczony i ma jakieś urazy. Szczerze mówiąc, w ogóle się nie spodziewałam tego, że jako druga rezerwowa wyjdę na kort. Dowiedziałam się o tym o północy w przeddzień meczu z Wiktorią Azarenką. Ja też w pewnym momencie tego spotkania miałam kryzys, chociaż może nie pokazałam tego po sobie. Kontuzje bywają mniej lub bardziej poważne. Ale na przykład postawę Dinary Safiny - wycofała się z turnieju po dwóch gemach pierwszego meczu - uważam za niesportową.
A po co wychodzi się na kort w Dausze?
Kobiety są bardziej zażarte w bojach niż mężczyźni. Jak jakaś dziewczyna ma kontuzję nogi, pójdzie na kort i będzie grała na stojąco. Taką mentalność mają baby. Zawsze to mnie śmieszy, a widać to na łączonych turniejach, gdzie jest podział na korty treningowe dla mężczyzn i kobiet. Zazwyczaj te damskie od rana do nocy są zajęte, ciężko wcisnąć się na pół godziny. Męskie większość czasu stoją puste. Na wielkich szlemach to logiczne, że mężczyźni mniej trenują, bo grają do trzech wygranych setów, ale na innych turniejach jest to samo.
Zawsze są dwie strony medalu, bycie w czołówce WTA też ma plusy i minusy. Jednak dalej uważam, że granie w małych turniejach nie powinno być zabronione. Kalendarz startów ma być przez to zdrowszy, ale turniej w Dausze wcale tego nie pokazał. Mecze były dwa razy słabsze niż w połowie sezonu.
Przede wszystkim pokażemy się na uczelni, krakowskiej AWF, gdzie zaczynamy z siostrą studia. Ula już dziś poszła się rozejrzeć. Na razie pewnie pochodzimy trochę na zajęcia. Nie wiem, czy na dłuższą metę da się to połączyć z tenisem, ale spróbujemy, bo indywidualny tok studiów można zacząć dopiero od marca.
Nic o tym nie wiem. To była wizyta prywatna, chciał zwiedzić Kraków, Zakopane, zobaczyć, jak jest w Polsce.
Podobnie jak w zeszłym sezonie, ale przez rękę będę unikać maratonów, serii czterech czy pięciu turniejów z rzędu, jak ostatnio przed US Open.
O tak. Zwłaszcza że być może będę musiała z nią zagrać w lutym w Polsce w Pucharze Federacji. Z Belgijek na pewno przyjedzie Kim Clijsters, ale z Henin jeszcze nie wiadomo. Ale ja na jej miejscu bym grała. To by były świetne mecze treningowe, wgranie się w sezon, zanim zacznie się prawdziwa walka o punkty.
@RY1@i02/2009/224/i02.2009.224.000.0020.001.jpg@RY2@
Agnieszka Radwańska
Materiały prasowe
ur. w 1989 r. w Krakowie, najlepsza polska tenisistka (10. miejsce WTA), ćwierćfinalistka Wimbledonu, zaczęła studia na krakowskiej AWF
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu