Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Smutna komedia wigilijna

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Przepis na bożonarodzeniową komedię romantyczną wydaje się prosty. Jednak tym razem się nie udało. Dużo śniegu, kolędy, klasyczne piosenki o miłości, stoiska z choinkami - o to nietrudno. Należy dodać bohaterów, którzy marzą o spełnionej miłości, prawdziwej przyjaźni, rodzinnym spokoju. Są zagubieni, ale zasługują na szczęście, jeśli nie nieustające, to przynajmniej w Wigilię. Wtedy stają się sobie bliscy, ich historie splatają się, a problemy giną. Tak było w klasykach gatunku: "To właśnie miłość" i "The Holiday". "Listy do M." nawiązują do nich w sposób bezpośredni, a jednocześnie bardzo nieudany.

Reżyser Mitja Okorn zgromadził na planie telewizyjne gwiazdy. Są tu Agnieszka Dygant, Paweł Małaszyński, Tomasz Karolak. Nie zaskakują rolami - scenariusz nie daje im na to szans.

Młody wdowiec, samotnie wychowujący syna, pielęgnuje pamięć o żonie, a jednocześnie chce się zakochać. Zakochuje się nagle, z natychmiastową wzajemnością. Trudno uwierzyć w nieszczęście zdradzanego męża, który próbuje popełnić samobójstwo, a niedługo potem zabiera rodzinę na świąteczną wycieczkę. Inne wątki spłycone są do informacji albo anegdoty - dowiadujemy się, kto jest ojcem dziecka, dlaczego ktoś kradnie, a ktoś inny nie chce przyprowadzić dziewczyny na kolację do rodziców. Poznajemy fakty, ale nie emocje. Dobrze obrazuje to scena, w której chłopak przykrywa kocem pijaną matkę i zostawia ją w domu bez cienia niepokoju, żeby wyjść na spacer z nowym kumplem.

Wyjątkowo smutny film jak na świąteczną komedię romantyczną.

Marta Strzelecka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.