Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Tajemniczy pan Banksy

Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Jeśli o nim nie słyszałeś, prawdopodobnie sam jesteś sobie winien. Prace Banksy’ego od dawna nie należą do kulturowej niszy

Zasłynął jako twórca humorystycznych i prowokacyjnych murali, szablonów i wlepek wpisujących się w nurt zwany street artem - sztukę wyrażającą protest wobec mainstreamu. Strzegący swojej tożsamości Brytyjczyk dawno wyrósł ponad uliczną sławę. Choć na zdjęciach wciąż jest tylko cieniem, zarysem postaci w kapturze, nie znamy jego głosu, nie wiemy, jak wygląda ani jak się naprawdę nazywa.

Jego prace sprzedają się na aukcjach szacownych domów takich jak Sothebys w cenach osiągających nawet ponad 200 tys. funtów za obraz (cenowe rekordy to 288 tys. funtów za "Space Girl & Bird" oraz blisko 2 mln dol. za "Keep It Spotless" sprzedane na charytatywnej aukcji organizowanej przez Bono). Wystawa jego prac w rodzinnym Bristolu przyciągnęła w zeszłym roku ponad 300 tys. zwiedzających, wpisując się na listę 30 najczęściej odwiedzanych wystaw na świecie. Jego najbardziej charakterystyczne dzieła bywają podrabiane - sąd skazał kilka miesięcy temu dwóch fałszerzy - oraz kradzione - znów sprawa sprzed kilku miesięcy: para eleganckich 40-latków napadła na galerię w Soho i wyniosła warte 16 tys. funtów sygnowane rysunki Banksyego. Do anegdoty przeszła historia o właścicielu domu, który wystawił widniejące na murze malowidło Banksyego... dorzucając nieruchomość gratis.

Powoli staje się też zwyczajem, że miejscy rajcy zamiast zamalowywać graffiti jego autorstwa jako akty wandalizmu - co jest stałą praktyką wobec grafficiarzy - pozwalają mieszkańcom decydować, czy chcą zachować obraz. Głosowania przeważnie kończą się miażdżącym zwycięstwem Banksyego, jak ostatnio w londyńskim Sutton, gdzie 90 proc. dobrze sytuowanych mieszkańców tej eleganckiej dzielnicy głosowało za zatrzymaniem na murze punkowego w formie i antysystemowego w treści malunku. Niestety w trakcie głosowania graffiti zostało zniszczone - zamalowali je inni artyści ulicy.

To wszystko mogłoby charakteryzować raczej gwiazdę współczesnej sztuki w rodzaju Damiena Hirsta czy Jeffa Koonsa niż niezależnego grafficiarza, który skryty pod kapturem pod osłoną nocy smaruje coś na murze. Jak na wywrotowca przystało, Banksy w ironiczny i buntowniczy sposób skomentował bycie uznanym artystą i chodliwym towarem. Kiedy jego prace zaczęły się sprzedawać na aukcjach, osiągając zawrotne sumy, jak słynne "Bombing Middle England" przedstawiające rencistów grających w bule za pomocą bomb, które sprzedano na początku 2007 roku za 102 tys. funtów - na swojej stronie (www.banksy.co.uk) zamieścił rysunek przedstawiający licytację obrazu podczas aukcji. Na obrazku w ozdobnych ramach widnieje napis: "I cant believe you morons actually buy this shit" ("Nie mogę uwierzyć, wy, debile, że naprawdę kupujecie to gówno"). Cały Banksy.

Jego akcje przyniosły mu rozgłos na całym świecie właśnie dlatego, że oprócz radykalnego przesłania jest w nich zawsze spory ładunek prowokacji, kpiny i żartu. Mają zwracać uwagę na istotne i wcale niezabawne problemy współczesności.

Po palestyńskiej stronie muru na Zachodnim Brzegu stworzył dziewięć obrazów (między innymi dziewczynkę unoszoną przez pęk balonów oraz chłopca, który zamierza wspiąć się po namalowanej przez siebie drabinie na druga stronę muru). Chciał uwrażliwić opinię publiczną na los odgrodzonych od Izraela Palestyńczyków. W kalifornijskim Disneylandzie wśród podobizn Myszki Miki i Psa Pluto umieścił lalkę przedstawiająca więźnia z Guantanamo w ramach protestu wobec łamanych tam praw człowieka. Akcja, która przyniosła mu ogromną sławę i uznanie, polegała na podrzucaniu do różnych galerii i muzeów - między innymi MoMA w Nowym Jorku i Tate w Londynie - jego własnych wersji słynnych obrazów. Na przykład "Lilie wodne" Moneta w wersji Banksyego przedstawiają jezioro zanieczyszczone rozmaitymi odpadkami, w taki sposób artysta protestował przeciwko degradacji środowiska.

Wraz ze sławą rosła wartość prac Banksyego. Dziś jego szablony i rysunki trafiają do kolekcji takich osób jak Angelina Jolie i Brad Pitt oraz do sejfów prezesów wielkich korporacji. Ironia losu, biorąc pod uwagę, że jedną z zasad Banksyego jest walka z chciwością i natrętnym konsumeryzmem. Na swojej oficjalnej stronie www.banksy.co.uk odcina się od praktyk marszandów i domów aukcyjnych i podkreśla, że prace są skupowane od pierwszych właścicieli, a on nie dostaje z tego tytułu żadnych pieniędzy.

W tym kontekście szczególnie interesująco wybrzmiewa przesłanie jego debiutanckiego filmu "Wyjście przez sklep z pamiątkami". Pod pozorem dokumentu o street arcie opowiada on o przemianie zwykłego, nieco niezrównoważonego fana sztuki ulicy w artystę znanego jako Mr Brainwash, którego prace - będące powieleniem dzieł Banksyego i innych grafficiarzy - sprzedają się za setki tysięcy dolarów. Pytanie, czy nie uczestniczymy w jeszcze jednym artystycznym oszustwie i gigantycznej prowokacji autorstwa brytyjskiego kawalarza, narzuca się samo. A wychodząc z galerii, koniecznie odwiedźmy sklep z pamiątkami i kupmy jakąś gustowną reprodukcję.

@RY1@i02/2011/195/i02.2011.195.196.005a.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2011/195/i02.2011.195.196.005a.002.jpg@RY2@

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.