Chandler wiersza, dzieciak nocy
Dzieje twórczości Marcina Świetlickiego to historia udanych ucieczek. Ów szczery eskapizm pozwolił poecie zachować własną twarz
Lekko zgarbiony, z dziwacznie przekręconą głową i wygiętą w paragraf ręką, bardziej przypominał zakłopotanego studenta, którego zmuszono do wyjścia przed audytorium niż wokalistę kapeli rockowej. Nie pomagał strój - trzy czwarte widowni także preferowało egzystencjalną czerń, ale w większości w bardziej wyrafinowanym wydaniu niż zestaw dżinsy plus T-shirt. Nawet kiedy palił papierosy i pociągał jarzębiak ze szklanej piersiówki, robił to z chłopięcą niezdarnością. Tak Marcin Świetlicki prezentował się na koncercie formacji Świetliki w połowie lat 90. Dziś wygląda podobnie, dokonał tylko roszady płynu, którym przepłukuje zmęczone sceniczną ekspresją gardło - teraz jest to Stock lub Jack Daniels - ale być może tylko dlatego, że Polmos przestał produkować jarzębiak. Mijają dwie dekady, a Świetlicki pozostał ten sam, ciągle wymyka się i prowokuje, jest przeciw, obok albo w poprzek. Wtedy, na koncercie w białostockim kinie Fama, uciekał przed gębą rockandrollowca i poety o ugruntowanej dwoma świetnymi tomami wierszy sławie buntownika, obrazoburcy, burzyciela dobrego samopoczucia intelektualnych elit III RP i guru wszystkich tych, którzy chcieli w nim widzieć przewodnika. Ani rola romantycznego wodzireja rządów dusz, ani popowego idola Świetlickiemu nigdy nie odpowiadały.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.