Dzieci też są złe
Reżyser "Pokuty" Joe Wright zamiast kolejnej przestylizowanej ekranizacji oferuje baśniowo piękny thriller. Żegnaj Nikito, teraz nadchodzi Hanna - 16-letnia zabójczyni
"Dzieci też bywają złymi ludźmi" mówi w filmie Cate Blanchett, a rodzice młodocianych dziewcząt zapewne się zgodzą, że nastolatka to urodzony morderca, zdolny wykończyć w mgnieniu oka. Jednak Hanna (Saoirse Ronan) została do tego celu specjalnie wyszkolona przez swojego ojca Erika (Eric Bana) - zbiegłego agenta CIA. Większość życia spędziła w oderwaniu od cywilizacji i samotności na śnieżnych pustkowiach w podbiegunowej części Finlandii, biegle włada różnymi rodzajami broni, a także kilkunastoma językami, potrafi przeżyć w ekstremalnych warunkach i zabija bez wahania. Ma też cel - zlikwidować demoniczną Marisę (Blanchett), agentkę, z którą jej ojca łączą mroczne sekrety z przeszłości.
Dość banalna sensacyjna intryga, łącząca wątki "Nikity" i "Tożsamości Bourne’a", została potraktowana przez Wrighta ("Pokuta", "Duma i uprzedzenie") jako pretekst do zbudowania opowieści naszpikowanej symbolami i bajkowymi tropami. Tu bracia Grimm spotykają się z "Mechaniczną pomarańczą", a "Czarnoksięznik z Oz" nabiera atmosfery niczym u Lyncha. Znakomita i hipnotyczna muzyka Chemical Brothers dodatkowo odrealnia tę opowieść, przenosząc jej ciężar ze sztampowego thrillera w obszar sennego marzenia.
Przezroczyste oczy Hanny na tle śnieżnej połaci, Erik walczący w berlińskim metrze czy zielone zamszowe pantofelki na stopach Cate Blachett - narracja została zamknięta w serii starannie skomponowanych obrazów, co dodaje historii nieoczekiwanej głębi. Wright już w "Pokucie" pokazał, że umie opowiadać obrazem, ale tam estetyczne wyrafinowanie nie wystarczyło, by oddać złożoność prozy MacEwana. "Hanna" to co innego. Dzięki znakomicie poprowadzonej narracji wizualnej i dobrze dobranej muzyce (jeden z pierwszych kontaktów Hanny z muzyką to kawałek "Kooks" Davida Bowiego - doprawdy trudno o lepszy wybór) staje się współczesną baśnią: o sierotce, wielkim złym wilku i czarownicy.
Przy tym film ani na chwilę nie traci tempa, intryguje do samego końca. Duża w tym zasługa doskonałej Saoirse Ronan, którą ostatnio oglądaliśmy w "Niepokonanych" Petera Weira. Młoda aktorka nadaje nastoletniej zabójczyni kruchość i delikatność, sprawia, że jej bohaterka budzi empatię, choć sama pozostaje pozbawioną widocznych emocji enigmą. Ronan prawdopodobnie zagwarantowała sobie tą rolą oscarową nominację, zaś jej pojedynek z rudowłosą wiedźmą Blanchett ma szansę przejść do historii kina.
Czy "Hanna" ma w sobie taki popkulturowy potencjał jak "Nikita" Bessona, trudno na razie powiedzieć. Na pewno ma szansę zachwycić zarówno filmowych geeków, jak i masowego odbiorcę. Nie wszystkie nastolatki muszą być fankami Hannah Montany, niektóre będą wolały "Hannę". I to dopiero jest zgroza.
@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.027a.001.jpg@RY2@
Choć siedemnastoletnia dziś Irlandka Saoirse Ronan debiutowała jako dziecko występem w serialu "The Clinic", świat zachwycił się nią po genialnej roli w "Pokucie". Aktorka otrzymała za nią m.in. nominacje do Oscara i Złotego Globu, i już wtedy było wiadomo, że rośnie z niej gwiazda na miarę Natalie Portman. Agenci Ronan starannie dobierają dla niej role, choć oczywiście nie unikają przy tym wpadek. Ale jej aktorski talent jest w stanie uratować nawet słabsze produkcje: była najjaśniejszym punktem nieudanej "Nostalgii anioła" Petera Jacksona. Później przekonująco zagrała w "Niepokonanych" Petera Weira. Wkrótce zaś czeka ją rola w nowym filmie Neila Jordana "Byzantium".
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu