Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W rytmie szarpanym

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Wróciłem. Mam nadzieję, że na dobre - mówi Marek Bukowski, który zagrał główną rolę w "Uwikłaniu"

Marek Bukowski: Kiedy dziennikarze pytają mnie, z jakimi filmami można zestawić "Uwikłanie", do głowy przychodzą głównie amerykańskie tytuły. Humphrey Bogart, facet w prochowcu, takie klimaty. W Polsce tego typu kina prawie się nie kręci.

Mam wrażenie, że przyjęła się teza, że kino gatunkowe: kryminał, thriller, melodramat albo komedia, to pozycje drugorzędne. A przecież nakręcenie dobrego kryminału albo inteligentnej komedii wymaga dużego talentu. Niestety, w Polsce takich filmów się nie ceni. Ostatnie decyzje dyrektora festiwalu w Gdyni, według których do konkursu zakwalifikowały się jedynie filmy autorskie, są najlepszym potwierdzeniem tej tendencji.

W kilku wywiadach powoływałem się na Chandlera. Bo to rzeczywiście chandlerowski bohater. Tylko czy młodemu pokoleniu cokolwiek to jeszcze mówi? W każdym razie pracując nad rolą, starałem się nie przesadzić w żadną stronę. Łatwo było o pretensjonalność. Seksowny dymek z papieroska, wymowne spojrzenie itd. Nie mogłem na to pozwolić. Poza tym musiałem odnieść się do aktorów, którzy mnie otaczali.

Propozycje miałem w zasadzie przez cały czas. Były różne, niektóre bardzo ciekawe. Poza wywiadem mogę wymienić tytuły kilku głośnych filmów, w których nie zagrałem, ponieważ miałem wówczas inne priorytety życiowe. Pisałem scenariusze, robiłem filmy. I ta praca absorbowała mnie w stu procentach, a nie chciałem niczego odfajkowywać, nie musiałem także występować w kinie czy w telewizji dla kasy. Zrobiłem długą przerwę. Z aktorstwa odszedłem w sposób całkowicie świadomy i w tym samym stylu wracam.

Zadzwonił do mnie Filip Zylber i powiedział, że ma dla mnie główną rolę w nowym serialu. Propozycja była zaskakująca, ale pomyślałem: w zasadzie dlaczego nie, może wystarczy już tego pauzowania? Wróciłem.

Był czas, kiedy grałem w Teatrze Telewizji naprawdę dużo. Świetne spektakle, wartościowe wyzwania. Wystąpiłem m.in. w "Sercu" Amicisa w reżyserii Rolanda Rowińskiego, zagrałem tytułową rolę w głośnym "Księciu Homburgu" Kleista w reżyserii Krzysztofa Langa. Wiele razy pracowaliśmy także z Filipem. To były mądre i ważne przedstawienia: "Wilk Kazański" według Rylskiego czy "Disneyland" Dygata.

Nie było zdjęć próbnych. Jacek Bromski pamiętał mnie z dawnych lat, jakiś czas temu zaproponował mi rolę w swoim filmie. Nie udało się wtedy, spełniło teraz. Jestem bardzo zadowolony z efektu naszego spotkania. Lubię ten film. Ze wszystkich propozycji, które dostałem ostatnio, ta była zdecydowanie najciekawsza.

Mam nadzieję, ale to nie zależy tylko ode mnie. Niczego nie można być pewnym. Kiedy zadzwonił Filip Zylber, wydawało się, że jestem już na całkowitym aucie. Filip musiał ostro o mnie zawalczyć, przekonać producentów, że poradzę sobie w "Przystani".

Absolutnie. Niczego nie można porównać z reżyserią. To wielka satysfakcja. Jestem szczęśliwy i dumny, że udało mi się zrobić te dwie, moim zdaniem szczere wypowiedzi artystyczne. Praca nad "Blokiem.pl" i "Sukcesem" dała mi doświadczenie, z którego korzystam do tej pory.

Nie spotkałem jeszcze ani jednej osoby, która powiedziałaby, że ten film jej się nie podobał. Trochę mnie to peszy. Lubię niedoskonałości. Czytałem kiedyś anegdotę o Roberto Rossellinim. Oglądał z Ingrid Bergman świeżo ukończony film. "To jest idealne, perfekcyjne, bez wad" - usłyszał. Szybko pobiegł do montażowni i ciachnął gotowy materiał w trzech przypadkowych miejscach. "Teraz film ma wady" - powiedział. I to jest dopiero prawdziwe kino.

Nie wiem, czy tak będzie. Rynek w Polsce jest nielogiczny. Trudno wyrokować o czymkolwiek. Ale przyzwyczaiłem się do długiego dystansu. Nigdy nie miałem wrażenia, że pociąg z napisem "kariera Marka Bukowskiego" pędzi jak szalony. Czasami trochę pojechał, potem zatrzymał się na kilku stacyjkach, ruszył znowu i ponownie się zatrzymał. Wszystko odbywa się rytmem szarpanym.

Zobaczymy, gdzie tym razem dojedzie.

Jacek Bromski porzuca serię "U pana Boga..." i ekranizuje kryminał Zygmunta Miłoszewskiego "Uwikłanie". Podobnie jak w powieści punktem wyjścia jest zabójstwo popełnione podczas seansu ustawień rodzinnych Berta Hellingera. Śledztwo prowadzi jednak do coraz bardziej zaskakujących powiązań świata wielkiego biznesu, wielkiej polityki i równie wielkiej zbrodni. Protagonistę książki, prokuratora Teodora Szackiego, zastąpiła w filmie para bohaterów: prokurator Agata Szacka (Maja Ostaszewska) i komisarz Sławek Smolar (Marek Bukowski). Łączy ich nie tylko oddanie pracy, ale także wielka namiętność. Obiecująca obsada nie gwarantuje jeszcze sukcesu, ale pozwala na premierę "Uwikłania" czekać nieco spokojniej.

@RY1@i02/2011/107/i02.2011.107.196.027a.001.jpg@RY2@

Rozmawiał Łukasz Maciejewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.