Bankierzy nie muszą być święci
Odkąd powstała cywilizacja, aby wcielić w życie swoje idee, król czy szef rządu przeważnie potrzebuje kredytowego wsparcia. Z pomocą przychodzi mu bankier
Przez ostatnie lata bankierzy nie cieszyli się dobrą prasą. Ich lekkomyślna polityka kredytowa doprowadziła do powstania baniek spekulacyjnych na rynkach nieruchomości, których pęknięcie zapoczątkowało kryzys w 2008 r. Potem okazało się, że zagrożone bankructwem instytucje finansowe są zbyt wielkie, aby pozwolić im upaść. Ratując swój sektor bankowy, kraje Unii Europejskiej musiały wpompować weń do dziś jakiś bilion euro. Zbiednieli wszyscy, poza szefami instytucji finansowych wypłacającymi sobie nadal bajeczne premie. Tę sytuację ma zmienić wprowadzenie wspólnego nadzoru nad największymi bankami w UE, sprawowanego przez Europejski Bank Centralny. Stosowne przepisy przyjął w zeszłym tygodniu Parlament Europejski. Ale pomimo krytyki, jaka nieustannie spada na głowy bankierów, nikt z rządzących nie myśli na poważnie o tym, by wymierzać im sprawiedliwość. Kłopot w tym, że cokolwiek by zrobili, zawsze dla rządów pozostają niezbędni.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.