Opowieść o polityku, który chciał dobrze
Nikt na świecie nie da nam tyle, ile zdążyli obiecać podczas ostatniej kampanii wyborczej liderzy różnych partii. No, chyba że nazywałby się Gierek... Edward Gierek
Gdyby tak można było głosować w wyborach na kilka stronnictw. Jakiż piękny mógłby się narodzić kraj. Oczywiście pod warunkiem, że każde z nich porządziłoby potem przez chwilkę, konieczną do zrealizowania tego, co obiecało wcześniej wyborcom. Od PiS-u dorosły obywatel dostałby wyższą kwotę wolną od podatku i godzinową stawkę minimalną, rodzice 500 zł na dziecko, a staruszkowie, którzy ukończyli 75 lat, darmowe leki. Platforma dorzuciłaby likwidację składek na ZUS i NFZ oraz niższy VAT. Lewica, niezależnie, czy zjednoczona, czy chodząca "Razem", wytrzebiłaby umowy śmieciowe i zapewniła wzrost pensji. Zaś Petru, przy wsparciu Kukiza ostatecznie zlikwidowali opresyjno-biurokratyczny aparat państwa. Problem emigrantów zostawiając do definitywnego rozwiązania narodowcom. Po tym wszystkim wreszcie dałoby się żyć w kraju nad Wisłą. Zapewne wielu sceptyków powie, że to tylko bajka, na którą nikt nie da się nabrać. No ale przecież kiedyś rządził w Polsce niejaki Edward Gierek i nie takie cuda mu się udawały.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.