Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Czwarta rewolucja państwowa

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Czeka nas państwo wyspecjalizowane. Robiące mniej rzeczy, ale za to dużo lepiej. Na przykład w dziedzinie edukacji, która nie może być byle jaka

Maciejem Kisilowskim

To ile było tych rewolucji?

Na razie trzy. A teraz zbliża się czwarta.

Skąd o tym wiadomo?

"Czwarta rewolucja" to tytuł nowej książki dwóch wpływowych redaktorów tygodnika "The Economist" Johna Micklethwaita i Adriana Wooldridgea. Oni się zastanawiają, jak może wyglądać państwo w XXI w.

I wieszczą przewrót?

Ta książka zaczyna się od cytatu z wpływowego w latach 70. amerykańskiego ekonomisty Herberta Steina: "Jak coś nie może trwać wiecznie, to na pewno przestanie". Tak samo z państwem. Wszystko dlatego, że w czasie trzeciej rewolucji państwo wzięło na siebie zbyt wiele obowiązków. Stało się czymś w rodzaju szwedzkiego stołu. I nie jest w stanie podołać temu zadaniu.

Na czym ma polegać ta zmiana?

Na skoncentrowaniu wysiłków na wybranych dziedzinach życia, które zapewnią Europie utrzymanie przewagi konkurencyjnej nad konkurentami z krajów rozwijających się.

Wiedziałem, że jak dziennikarze "Economista", to na pewno będzie o Chinach...

Faktycznie, jest u nich opis szanghajskiej szkoły dla przyszłych chińskich przywódców. Ci potencjalni liderzy już dziś są wpatrzeni raczej w kraje takie jak Singapur. I to tam szukają wzorów do naśladowania. Świat zachodni jest dla nich przykładem nieefektywności i dryfowania.

To cena za dobrobyt i ład demokratyczny.

Ta cena jest zdaniem autorów "Czwartej rewolucji" nie do udźwignięcia, nawet dla najbardziej zamożnych państw.

I co proponują zamiast tego?

Państwo wyspecjalizowane. Robiące mniej rzeczy. Ale za to dużo lepiej. Na przykład w dziedzinie edukacji. Która nie może być byle jaka. Ona musi być na najwyższym poziomie światowym. Niezbędne są inwestycje w młodych, od których zależy, czy w nadchodzących dekadach pozostaniemy konkurencyjni. Żadnych wcześniejszych emerytur czy prezentów dla wpływowych grup interesu. W końcu w krajach, z którymi Europa musi konkurować, pracuje się dużo i długo.

A starzy? A słabi?

Pomoc dla najsłabszych tak. Ale dla najbardziej potrzebujących, a nie tych, którzy najgłośniej krzyczą.

Jakieś to wszystko smutne...

Micklethwait i Wooldridge to oczywiście zatwardziali liberałowie. Ale dobrych rozwiązań szukają szeroko. Zachwycają się na przykład Szwecją, która zreformowała swoje państwo dobrobytu, zachowując przywiązanie do społecznej solidarności. W tej kolebce idei państwa opiekuńczego wiek emerytalny to dzisiaj 67 lat, a premier otwarcie mówi, że w niedalekiej przyszłości trzeba będzie podnieść go do 75! System opieki zdrowotnej oparty jest na współfinansowaniu, bo nawet niewielkie opłaty eliminują patologie. Czy to takie smutne, jeśli w pakiecie z takimi zmianami obywatele dostają dobry standard życia oraz wysokiej jakości usługi publiczne?

@RY1@i02/2015/122/i02.2015.122.00000310b.802.jpg@RY2@

Borys Skrzyński

Maciej Kisilowski dyrektor centrum badań nad innowacją w regulacji w Szkole Biznesu Central European University

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.