Z kościoła na scenę
Belle and Sebastian bali się zostać sławni, ale ich romantyczne, piosenki retro od początku znalazły fanów, głównie na Wyspach. Czy podobnie będzie z ich nową płytą?
Nie chcieliśmy wokół siebie robić zbyt dużego rozgłosu. Stuart (Murdoch - wokalista) od początku obawiał się, że sukces, który zniszczył wiele jego ulubionych zespołów, może się również nam przytrafić. Dlatego celowo unikał udzielania wywiadów i nie pchał się z zespołem do Londynu - do prasy i wielkich wytwórni. Ale już u siebie (pochodzą z Glasgow) graliśmy, gdzie tylko się dało i mieliśmy możliwość. Stuart pracował przez kilka lat w kościele, więc nie miał żadnego problemu, żeby ustawić nam tam występy, kiedy tylko chcieliśmy. Ja dorabiałem jako barman, ktoś inny w bibliotece. Pamiętaj też, że graliśmy akustyczną muzykę i najlepiej słucha się jej w takich warunkach" - powiedział kilka lat temu w wywiadzie dla "Kultury" Chris Geddes, klawiszowiec Belle and Sebastian. Od tamtego czasu, czyli połowy lat 90., kiedy zaczynali karierę, sporo się zmieniło. Przede wszystkim to, że mimo obaw członków zespołu ich kapela jednak zyskała rozgłos i stała się jedną z najpopularniejszych szkockich grup ostatnich lat.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.