Pięć twarzy komunisty obsesyjnego
Miał szansę zostać narodowym bohaterem. Ale żaden naród nie weźmie do panteonu kogoś tak podle małostkowego
Towarzysze, obywatele, ludu pracujący stolicy" - tak zaczął swoje słynne przemówienie na warszawskim placu Defilad 24 października 1956 r. Władysław Gomułka. Wcześniej półmilionowy lub nawet większy tłum odśpiewał mu "Sto lat". A potem czekał na obietnicę zmian. Towarzysz "Wiesław" nie szafował nimi. "W ciągu ubiegłych lat nagromadziło się w życiu Polski wiele zła. Wiele nieprawości i bolesnych rozczarowań" - mówił, dodając jeszcze trochę o wypaczeniach oraz tym, że: "słowa nie znajdowały pokrycia w rzeczywistości". Wiele czasu poświęcił kwestii nienaruszalności sojuszu ze Związkiem Radzieckim i krajami socjalistycznymi. Gdyby tak przemawiał ktoś inny, mający dość stalinowskiej rzeczywistości, ludzie byliby mocno rozczarowani. Ale na mównicy stał były więzień i człowiek, który potrafił powiedzieć "nie" Moskwie. To dawało ogromną nadzieję na lepsze czasy. "Tak niedawno, / Październik 56: / Kilka lat temu / Na rękach mogliby pana nieść" - pisał w wierszu "Do towarzysza Wiesława" Kazimierz Wierzyński, dodając: "Wydawało się, szedł pan pod włos, / Po naszemu / Prawie tak / (przepraszam za wyrażenie) / Jak Piłsudski".
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.