Labirynt Nekrošiusa
W olśniewających "Dziadach" Eimuntas Nekrošius zrywa z polską tradycją czytania arcydramatu Mickiewicza, szuka ukrytych znaczeń zapisanych w nim słów. Podszywa spektakl gorzką ironią, daje wybrzmieć śmiechowi, mnoży zagadki i pytania
Nekrošius to kawałek mojej teatralnej młodości. Jego inscenizacje były żelaznym punktem toruńskiego festiwalu Kontakt w czasie, gdy kierowała nim Krystyna Meissner. Ona odkryła przed naszą publicznością i krytyką bogactwo litewskiego teatru wraz z grupą jego najważniejszych twórców. Nekrošius miał wśród nich miejsce szczególne. Był punktem odniesienia, ojcem założycielem, to wobec niego ustawiali się inni, próbując iść podobną drogą lub zdobywając na bunt przeciw guru. W Toruniu pokazywał "Hamleta", "Makbeta", "Otella" Szekspira. Zanurzał je w litewską ikonografię, dawał bohaterom pierwotne instynkty, krzesał na scenie ogień, by osadzić ponadczasowy dramat w przestrzeni nieubłaganej natury. Był najuważniejszym czytelnikiem Szekspira, dbał o to, by nie przeinaczać sensów scen i słów. Tyle że wyciągał z nich czasem zaskakujące wnioski, jakby był uwolniony od całej tradycji wystawiania tych utworów.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.