Teatr jak wirtualna chmura
Jeśli chodzi o ekstrawagancję, "Y" Artura Pałygi i Pawła Passiniego nie ma sobie równych. To musical o granicach rzeczywistości. Czasami hipnotyczny, czasami manieryczny
Tego się nie da nie zauważyć. Od kina bardziej interesujące są ostatnio seriale. Na scenie zaś najwięcej dzieje się w teatrze muzycznym. Jego granice rozciąga Wojciech Kościelniak, punkty styku między musicalem a moralitetem bada Agata Duda-Gracz. Paweł Passini też ma w tej dziedzinie swoje zasługi. Przed kilkoma laty w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora przygotował świetnego "Morrisona/Śmiercisyna", łącząc formułę przedstawienia muzycznego z planem lalkowym, czego przynajmniej ja wcześniej nie widziałem. Tekst napisał Artur Pałyga, w centrum stawiając lidera grupy The Doors. Jego Morrison był figurą idola nieuchronnie zmierzającego do samozagłady. Spektakl zawdzięczający wiele intensywnej obecności Sambora Dudzińskiego w tytułowej roli stanowił coś na kształt kroniki zapowiedzianej śmierci Króla Jaszczura, ale stawał się też czymś więcej. Doświadczeniem jednoczącym dla generacji, która wraz z Dudzińskim mogła śpiewać nieśmiertelne songi Doorsów. Dzięki temu nie tylko dla mnie był zdarzeniem o sile budowania wspólnoty, pełnym niezwyczajnej w teatrze empatii.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.