Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Na choroby alergiczne trzeba patrzeć i leczyć je holistycznie

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

KAŻDY Z NAS ZNA OSOBĘ, która cierpi z powodu alergii. Naukowcy od dawna zastanawiają się, czym spowodowana jest eksplozja chorób alergicznych

Alergie towarzyszyły ludziom od dawna. Starożytni Grecy nazywali ludzi z chorobami alergicznymi atopos, czyli dziwny, inny, ponieważ - tylko na podstawie bacznych obserwacji - zauważyli, że ci chorzy inaczej chorują niż pozostali z klasyczną infekcją. Nie gorączkowali, a wyglądali na przeziębionych. Dręczył ich kaszel i duszności, ale nie umierali jak inni, którzy mieli zapalenie płuc czy gruźlicę. Oczy łzawiły i swędziały już faraonów, ale nie prowadziło to do ślepoty, jak jaglica czy inne zakaźne choroby oczu tak powszechne w tamtych czasach. W XVIII-XIX wieku zauważono ponadto, że astma i katar sienny zdarzały się głównie wśród zamożnych ludzi oraz jedynaków. We współczesnym świecie choroby alergiczne dotyczą znacznie rzadziej mormonów i steinerowców (populacje odrzucające medyczną ingerencję), a ze zdwojoną siłą atakują w krajach, które właśnie zachłysnęły się zdobyczami współczesnej cywilizacji. Jaki z tego wniosek? To XX wiek przyniósł bardzo istotne zmiany w sposobie odżywiania i środowisku, które sprzyjają alergii, chociaż typowa alergia to choroba genetyczna.

Nie mamy bezpośredniego wpływu na funkcjonowanie naszych genów, ale poznajemy coraz więcej czynników zewnętrznych, które mogą stymulować słabsze miejsca w naszym kodzie genetycznym i zachęcać do samorzutnych zmian genetycznych (mutacji). Jeśli mutacje powstaną, są przekazywane potomstwu. Jeżeli jedno z rodziców choruje na alergię to można z 50-procentową pewnością stwierdzić, że dziecko będzie alergikiem, w przypadku alergii u dwójki rodziców istnieje ok. 80-procentowe ryzyko rozwoju alergii u dziecka takiej pary. Jednocześnie brak obciążenia dziedzicznego chorobą alergiczną u rodziców wcale nie oznacza, że dzieci nie będą alergikami. To właśnie niekorzystny wpływ środowiska może u nich wywołać mutacje genowe sprzyjające chorobie alergicznej.

Coraz więcej wiemy o czynnikach ryzyka, których można uniknąć, aby zmniejszyć szanse na ujawnienie się genów sprzyjających alergii, szczególnie u nowo narodzonych dzieci. Dla przykładu, wiemy, że im dłużej przebywamy w zamkniętych pomieszczeniach, tym częściej uczulamy się na roztocza, pleśnie i sierść zwierząt domowych. Jeśli babcia i matka palą papierosy, dopiero prawnuczka ma szanse rozpocząć życie z genami chroniącymi przed zachorowaniem na choroby alergiczne. Również nadmiar szczepień, antybiotyków i brak naturalnego przechorowania zwykłych przeziębień skłania nudzący się układ immunologiczny do histerycznych reakcji na sierść własnego chomika czy roztocze śpiące od wieków razem z nami w poduszce. Wniosek? Pozwolić chorować dzieciom na zwykłe przeziębienia, wirusowe katarki bez antybiotyków. Farmakolodzy biją na alarm - na świecie około 80 proc. antybiotyków zaleca się przy przeziębieniu! Efekt? Jesteśmy coraz bardziej podatni na kolejne infekcje wirusowe, potem grzybice itd.

Dzieci często są ofiarami niewłaściwych decyzji terapeutycznych, a w szczególności nadużywania antybiotyków czy sterydów inhalacyjnych. Przeziębione dziecko ma katar, kaszel, często nawet świszczy. Ale to nie znaczy, że ma astmę i trzeba natychmiast dać mu sterydy wziewne. 80 proc. takich dolegliwości wywołują infekcje wirusowe. Obserwacje 3-letnie takich dzieci wykazały, że u połowy świszczenie mija około 5-7 roku życia i nie jest astmą. U tych dzieci sterydy zwykle nie pomagają. Nie ma efektu leczniczego, ale narasta ryzyko skutków ubocznych. Natomiast dzieci z takim przebiegiem przeziębień można zaszczepić przeciwko grypie. Jeśli przeziębienia "schodzą" na oskrzela, mogą sprzyjać rozwojowi astmy, szczególnie jeśli rodzice dziecka są alergikami. Ostatnie badania zalecają rozważenie w takich sytuacjach leku antyleukotrienowego lub sterydów, ale w wysokich dawkach, czyli takich, które dotychczas nie były zalecane u dzieci, bo już powodują uboczne skutki. A niestety bezpieczne dawki sterydów wziewnych, jak wykazały ostatnie badania, nie są w takich sytuacjach skuteczne. Natomiast zastosowanie montelukastu (lek antykeukotrienowy) przez kilka miesięcy w sezonach infekcji wirusowych uchroniło blisko połowę przeziębiających się dzieci od powikłań oskrzelowych, a nawet konwersji w kierunku astmy i alergii. Kolejnym dramatem małych dzieci z szorstką skórą i rumianymi policzkami jest pochopne stosowanie diet i sterydów w maściach. Tak, to są z reguły dzieci alergiczne, ale można je skutecznie leczyć kosmetykami oraz bardzo bezpiecznymi i sprawdzonymi lekami przeciwalergicznymi (tzw. antyhistaminikami) w syropach czy kroplach.

Im starsze dziecko, tym częściej bagatelizuje się objawy, które powinny być diagnozowane w kierunku alergii czy astmy i leczone jak najwcześniej. Lekceważy się nawracające katary z kichaniem i tarciem nosa, z czego na całe życie pozostaje poprzeczna zmarszczka na nosie. Nastolatek mówi przez nos i mama uważa, że to jego uroda lub przewlekle zatoki, ma czerwone, załzawione oczy - za dużo siedzi przy komputerze. Nadal popularny jest pogląd, że dzieci wyrastają z alergii. Nie jest to prawdą! Im wcześniej zahamujemy marsz alergiczny, tym mniej będziemy mieć powikłań w przyszłości: przewlekłych zapaleń zatok, polipów nosa, a przede wszystkim, astmy. Kiedy nastolatek zaczyna pokasływać, dostaje antybiotyki. Dopiero jak wystąpi pierwszy napad duszności, wszyscy uświadamiają sobie że to już astma, a wtedy bez sterydów wziewnych nie da się dalej żyć.

U młodych dorosłych nie jest wcale lepiej. Są zabiegani, niecierpliwi, bardziej wierzą w informacje podawane w internecie niż lekarzom i chcą szybko się pozbyć kłopotliwego zatkania nosa czy przekrwionych oczu. Co więc robią? Idą do apteki, kupują odtykające nos i wybielające oczy krople czy leki przeciwalergiczne bez recepty. Efekt rewelacyjny, bo szybko oraz tanio, ale na krótko. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że dostępne bez recepty leki obkurczające naczynia krwionośne w nosie (czyli odtykające nos) i w oczach (znika przekrwienie oczu) to dalecy kuzyni kokainy. A kokaina wiadomo - uzależnia. Uzależnia się nos czy spojówka i potrzebuje tego coraz więcej, a jeśli nie dostanie - brzęknie i utrudnia życie. Jak to rozpoznać? Znacie kogoś z własnego środowiska, kto nie może żyć bez kropli do nosa lub po imprezie wybiela sobie przekrwione oczy kroplami do oczu? A kiedy ci młodzi zaczynają szukać lekarza? Kiedy nie da się już spokojnie grać w squasha czy pobiegać, a kolejna infekcja powoduje długotrwałe osłabienie, wysychanie oczu i pokrwawianie z nosa. Kiedy wreszcie dotrą do alergologa, szybko zostają zdiagnozowani i ustawieni na właściwych lekach. I wtedy eureka! Można żyć bez kropli do nosa, leków przeciwalergicznych, które wywołują senność i sprzyjają przyrostowi masy ciała. Nawet odczulić się można, aczkolwiek z pewnością efekt byłby lepszy, gdyby wszystko zacząć wcześniej.

Choroby alergiczne dotyczą obecnie co trzeciego mieszkańca tego świata (szczyt zachorowań obserwujemy w wieku szkolnym). Problem w tym, aby wiedział o tym sam chory i jego lekarz, który zaleci skuteczne leczenie.

@RY1@i02/2010/196/i02.2010.196.050.003a.001.jpg@RY2@

Dr n. med. Ewa Pisarczyk-Bogacka, dr n med, Klinika Chorób Wewnętrznych, Alergologii i Geriatii we Wrocławiu

Dr n. med. Ewa Pisarczyk-Bogacka

dr n med, Klinika Chorób Wewnętrznych, Alergologii i Geriatii we Wrocławiu

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.