Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Polska najgorzej w Unii chroni niepełnosprawnych

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Komisja Europejska przekonuje polskie władze do jak najszybszego ratyfikowania Konwencji Organizacji Narodów Zjednoczonych o prawach ludzi niepełnosprawnych. I przypomina badania Eurobarometru, z których wynika, że Polska jest na szarym końcu Unii, jeśli chodzi o walkę z dyskryminacją takich osób.

- Niepełnosprawni są w naszym kraju traktowani jak obywatele drugiej kategorii. W polskim prawie jest masa luk, więc przepisy nie chronią ich skutecznie - wyjaśnia Barbara Abramowska z Polskiego Forum Osób Niepełnosprawnych (PFON), które współpracuje z Komisją Europejską. Jej zdaniem dramatycznie brakuje jednego kompleksowego aktu prawnego dotyczącego niepełnosprawnych. - To sprawia, że człowiek, który czuje, że jest dyskryminowany, nie ma się do czego odwoływać - dodaje Abramowska.

Dobitnie pokazuje to historia 57-letniego Tomasza Jarosińskiego z Warszawy. Mężczyzna w wieku 16 lat doznał urazu kręgosłupa. Jako niepełnoletni dostał wtedy specjalną rentę przyznawaną przez prezesa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Aby dorobić do niskiego świadczenia (dostawał wtedy zaledwie 700 zł), Jarosiński podjął się telepracy. Po ośmiu miesiącach dostał jednak pismo z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, że skoro pracuje, to musi oddać prawie 6 tys. złotych z tytułu renty. Urzędnicy uzasadniali, że Jarosiński nie może pracować, bo pobiera świadczenie przyznane mu w drodze wyjątku. - To jawna dyskryminacja. I to nie tylko w porównaniu z osobami sprawnymi, ale nawet z innymi niepełnosprawnymi. A takich ludzi jak mój brat jest w Polsce kilkuset - mówi siostra niepełnosprawnego mężczyzny.

Izabela Domagała, która jest prawniczką, zaczęła więc samotną walkę o zmianę dyskryminujących przepisów. - Pisałam już wszędzie: do prezesa ZUS, do rzecznika praw obywatelskich, pełnomocnika ds. osób niepełnosprawnych. I nic. Myślałam nawet o pozwaniu Polski do Trybunału Praw Człowieka, ale zabrakło mi już na to siły i pieniędzy - mówi.

Wygrał ZUS: Tomasz Jarosiński już nie pracuje, a co miesiąc z jego bardzo skromnej renty odciągane jest 50 zł na poczet długu.

Niepełnosprawni spotykają się w Polsce z dyskryminacją niemal na każdym kroku. Z Eurobarometru, czyli badania opinii społecznej przeprowadzanego w krajach UE, wynika, że dwóch na stu ankietowanych Polaków tylko w ciągu ostatniego roku było dyskryminowanych właśnie ze względu na swoją chorobę. - W pracy, w dostępie do usług, edukacji, transporcie - wymienia Piotr Pawłowski ze Stowarzyszenia Integracja, który od 27 lat porusza się na wózku. O podobnych problemach opowiada 40-letnia Katarzyna Radzikowska. - Nie mogę skorzystać nawet z bankomatu na ścianie budynku należącego do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Został umieszczony zbyt wysoko. Taka jest polska rzeczywistość - mówi.

Jeszcze inną historię opowiada 24-letnia niesłysząca mieszkanka Mazowsza. Kobieta musiała zakończyć edukację na poziomie szkoły średniej, bo nie była w stanie znaleźć tłumacza języka migowego, który towarzyszyłby jej podczas wykładów na uczelni. Niesłyszący mają zresztą znacznie więcej problemów: na wielu polskich dworcach nikt nie pomyślał o zainstalowaniu tablic z informacją o zmianach w ruchu pociągów.

Takim sytuacjom ma zaradzić trwająca właśnie w Polsce unijna kampania "Za różnorodnością. Przeciw dyskryminacji". Na odbywających się w całym kraju spotkaniach w ramach projektu "Mamy naszą Konwencję!" wyszkoleni przez Unię eksperci przekonują, jak ważne jest szybkie ratyfikowanie ONZ-wskiej konwencji o prawach osób niepełnosprawnych. Dlaczego? Bo to jedyny dokument, który reguluje wszystkie kwestie dotyczące osób niepełnosprawnych - od edukacji po dostęp do usług czy pracy.

Do tej pory konwencję ratyfikowało 65 państw członkowskich ONZ, w tym tak egzotyczne jak Gabon czy Chiny. Polski w gronie sygnatariuszy nie ma. Wprawdzie 30 marca 2007 roku ówczesna minister pracy i polityki społecznej Anna Kalata podpisała w Nowym Jorku dokument, ale na tym się skończyło. Aby prawo zaczęło obowiązywać, musi zostać przegłosowane w parlamencie. - Po chwilowym entuzjazmie nastała cisza. Mogę się tylko domyślać, dlaczego tak się stało. Prawdopodobnie wystraszono się kosztów, jakie wynikałyby z przestrzegania konwencji - mówi dyrektor zespołu prawa pracy i zabezpieczenia społecznego Lesław Nawacki w biurze rzecznika praw obywatelskich.

Pośrednio potwierdza tę teorię minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak. - Musimy najpierw skrupulatnie przejrzeć polskie prawodawstwo i zobaczyć, na ile jesteśmy w stanie je zmienić i czy możemy dostosować się do tej konwencji - mówi minister.

To jednak oznacza dla polskich niepełnosprawnych kolejną zwłokę. Wprawdzie trwają w tej chwili prace nad polską ustawą antydyskryminacyjną, ale zanim wejdzie ona w życie, może upłynąć wiele lat. Dlatego nie ma się co dziwić, że Polska ma tak złe notowania w badaniach Eurobarometru: tylko 30 proc. Polaków jest zdania, że państwo robi wystarczająco dużo, aby zwalczać wszystkie formy dyskryminacji. To najgorszy wynik spośród wszystkich 27 krajów Unii.

@RY1@i02/2009/186/i02.2009.186.000.008b.101.jpg@RY2@

Niepełnosprawni spotykają się z dyskryminacją

magdalena.janczewska@dziennik.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.