Jak wygrać na sprinterskiej loterii
Justyna Kowalczyk dziś staje przed swoją drugą szansą medalową. - Wszystko może się zdarzyć. Można być w wielkiej formie, ale wystarczy chwila nieuwagi i wypadasz z gry - mówi trener polskiej biegaczki Aleksander Wieretielny
Piąte miejsce naszej zawodniczki w biegu na 10 km stylem dowolnym polscy kibice przyjęli z lekkim rozczarowaniem. W obozie Kowalczyk wszyscy twierdzą, że tak naprawdę nic się nie stało. Po sukcesach w Pucharze Świata łatwo zapomnieć, że Polka ani razu nie wygrała z Charlotte Kallą i Marit Bjoergen w tej konkurencji. Kibice automatycznie mianowali ją faworytką.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w sprincie klasykiem. Kowalczyk nie tylko pokonała wszystkie swoje najgroźniejsze rywalki, ale to właśnie ona legitymuje się w tym sezonie najlepszymi wynikami. Mimo to o zwycięstwo, a nawet o medal, znów będzie niezwykle trudno. Rywalizacja na najkrótszym dystansie jest bardzo specyficzna i obarczona dużym ryzykiem. Z tego powodu podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata w Libercu trener Wieretielny w ogóle nie wystawiał swojej zawodniczki do tej konkurencji.
Poza tym Polce, podobnie jak w pierwszym biegu, nie będzie sprzyjać pozbawiona długich podbiegów trasa. Z całą pewnością można wykluczyć scenariusz, w którym Kowalczyk odjeżdża rywalkom w stylu, w jakim robiła to kilkanaście dni temu w Canmore.
Ogromne znaczenie będzie miało to, w jakim stopniu Justyna poradzi sobie z rosnącą presją. Gdyby już w poniedziałek udało się jej zdobyć medal, miałaby spory komfort psychiczny. Teraz będzie biegła ze świadomością, że oprócz sprintu pozostaną jej już tylko dwie szanse na medal.
Był na miarę naszych oczekiwań, ale jednocześnie pozostawił jakiś niedosyt, bo medal był naprawdę bardzo blisko. Na niespełna 3 km przed metą Justysia była trzecia, na finiszu zabrakło jej kilku sekund. Dlatego można mówić o pewnym rozczarowaniu, ale tylko w kontekście różnicy, jaka dzieliła ją od podium.
Niestety "łyżwiarki" (specjalistki od stylu dowolnego, zwanego łyżwowym - red.) okazały się mocniejsze. Oglądałem cały bieg i twierdzę, że Justyna pobiegła bardzo dobrze. Właściwie rozłożyła siły, nie zrobiła też żadnego błędu taktycznego. Nic więcej nie dało się zrobić. To nie był preferowany przez nią dystans.
Ale nie techniką dowolną. Justyna nie preferuje tego stylu. Duże znaczenie miała też trasa tego biegu. Twierdzę, że gdyby była ona podobna do tej w Canmore (na tydzień przed igrzyskami Kowalczyk zajęła tam 2. miejsce w zawodach Pucharu Świata - red.), to Justyna byłaby w pierwszej trójce. Przecież straciła 5 sekund do Bjoergen na ostatnim, płaskim odcinku trasy - jednym z takich, jakich ona nie cierpi.
Tak, ale to było przed startem, kiedy dowiedziała się, że po zmianie pogody trasa została bardzo zmrożona. Obawiała sie, że będzie tak samo jak w pierwszych tegorocznych zawodach Pucharu Świata w Beitostoelen, kiedy wszystko było tak oblodzone, że do jazdy bardziej nadawały się panczeny niż narty. W takich warunkach każdy upadek grozi kontuzją, zwłaszcza na takiej trasie jak ta w Whistler, gdzie są zakręty o kącie 180 stopni, których nie powinno być, i bardzo szybkie zjazdy. Uspokoiła się jednak, gdy trasę sprawdzili serwismeni, którzy stwierdzili, że jest piaszczysto, a zakręty są dobrze wyprofilowane.
Kiedy zobaczyła, jak niewiele jej zabrakło, to była rozczarowana. Ale skoro na początku sezonu przegrywała z Bjoergen ponad półtorej minuty, a tym razem uległa jej tylko o niespełna sześć sekund, to znaczy, że jest w formie.
Sprint zawsze jest wielką loterią. Minimalna nieuwaga jest równoznaczna z tym, że wypada się z gry. Tak było na przykład z Petrą Majdić - znakomitą specjalistką od tej konkurencji - w Canmore. Wystarczy podjechać zbyt blisko do rywalki, podciąć narty i jest wywrotka. Na pewno nie będzie łatwo. Proszę wziąć pod uwagę, że kilka rywalek specjalnie zrezygnowało ze startu na 10 km łyżwą, żeby lepiej przygotować się do sprintu. Majdić, Alena Prochazkowa, Katerina Smutna, Hanna Falk - one wszystkie będą dziś biegały na świeżości.
Wygrywała na bardzo ciężkiej trasie w Canmore, wygrała też w Kuusamo, była druga w Rogli i Oberhofie. Jednak w Otepaa, gdzie jest podobna trasa jak w Whistler, bo nie ma tam zbyt wielu podbiegów, Justyna była dopiero siódma. Ale jest dobrze przygotowana - wszystko może się zdarzyć.
Przede wszystkim Bjoergen i Aino Kaisa Saarinen.
Nie będzie zestresowana, bo unikamy towarzystwa dziennikarzy. Staram się odizolować ją od wszystkich niepotrzebnych informacji. Nawet w wiosce spotyka tylko kilka osób. A z presją trzeba sobie radzić na każdych zawodach. Nie jesteśmy nowicjuszami i na pewno sobie poradzimy.
W ogóle się nad tym nie zastanawiamy. Nie przyjechaliśmy na igrzyska dla zabawy, tylko walczyć o medale. Justyna walczyła ze wszystkich sił, a na mecie padła jak ustrzelona. I tak samo na maksa będzie jechała w pozostałych konkurencjach.
Polska, 27 lat
Kuusamo - 1. miejsce
Rogla - 2. miejsce
Oberhof - 2. miejsce
Otepaa - 7. miejsce
Canmore - 1. miejsce
Słowenia, 31 lat
Kuusamo - 2. miejsce
Rogla - 3. miejsce
Oberhof - 1. miejsce
Otepaa - 2. miejsce
Canmore - 11. miejsce
Norwegia, 29 lat
Kuusamo - nie startowała
Rogla - 1. miejsce
Oberhof - nie startowała
Otepaa - 9. miejsce
Canmore - nie startowała
Finlandia, 31 lat
Kuusamo - 4. miejsce
Rogla - 5. miejsce
Oberhof - 3. miejsce
Otepaa - 3. miejsce
Canmore - nie startowała
@RY1@i02/2010/033/i02.2010.033.000.0020.001.jpg@RY2@
Fot. Jerzy Kleszcz/Newspix.pl
Justyna Kowalczyk zawsze może liczyć na wsparcie trenera Wieretielnego
Robert Piątek
robert.piatek@infor.pl
Białorusin z polskim obywatelstwem. Z Justyną Kowalczyk pracuje od 2000 roku. Wcześniej prowadził kadrę biatlonistów, pod jego opieką mistrzostwo świata zdobył Tomasz Sikora
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu