Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Rodzina na swoim pod stołem

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

NIEUCZCIWE UMOWY firm budowlanych z klientami. Zaniżając na papierze ceny mieszkań, wyłudzają od państwa dopłaty, które nie kwalifikują się do preferencyjnych kredytów. Grozi za to od 3 do 5 lat więzienia

Deweloperzy i klienci nauczyli się obchodzić zasady obowiązujące w programie "Rodzina na swoim". W efekcie państwo dopłaca do rat kredytów zaciągniętych na znacznie droższe mieszkania, niż pozwalają na to ustawowe limity. Przykładowo w Warszawie limit ceny metra kwadratowego mieszkania na rynku pierwotnym wynosi 6435 zł. Ale niektórzy mogą dostać dopłatę nawet do mieszkań wartych po 8 tys. zł za mkw. W jaki sposób?

- Miałem odłożone 100 tys. złotych na mieszkanie. Pośrednik zaproponował, abym zamiast przeznaczać te pieniądze na wkład własny, przekazał je deweloperowi pod stołem. W zamian za to on obniżyłby cenę mieszkania do limitu ustalonego w programie "Rodzina na swoim" i państwo dopłacałoby mi do rat - tłumaczy czytelnik "DGP" z Katowic. Jak sformalizowane miało być owo przekazanie pod stołem, nie dowiedział się, ponieważ zrezygnował z transakcji. Ale "DGP" udało się ustalić, w jaki sposób deweloperzy, agenci i klienci naginają prawo. Mają na to dwa sposoby.

W pierwszym obie strony - klient i deweloper - spisują umowę na prace wykończeniowe. Wpisują do niej kwotę, która później pozwoli obniżyć cenę mieszkania do poziomów mieszczących się w limitach programu. Co do zgodności takiego rozwiązania z przepisami prawnicy mają mieszane uczucia. - Moim zdaniem jest to zgodne. Wykończenie to usługa odrębna od samego zakupu mieszkania, nieobjęta regulacją ustawy "Rodzina na swoim" - uważa adwokat Tomasz Lustyk. Ale Andrzej Michałowski, członek Naczelnej Rady Adwokackiej, widzi niebezpieczeństwo. - Rozbicie transakcji na dwie umowy - sprzedaży i wykończenia - jest możliwe, ale może grozić pociągnięciem do odpowiedzialności za zaniżanie wartości mieszkania - twierdzi.

Inny sposób to obniżanie ceny mieszkania i zawyżanie kosztu zakupu piwnicy czy garażu. Mamy w takim wypadku dwa akty notarialne, deweloper dostaje tyle pieniędzy, ile chciał, a kupujący może liczyć na dopłaty. Przez osiem lat państwo spłaca mu 50 proc. odsetek. W przypadku mieszkania, które kosztuje 320 tys. zł, będzie to ok. 82 tys. zł.

Jeśli marazm na rynku nieruchomości będzie się przedłużał, przypadków obchodzenia przepisów może przybywać. - Duże spółki deweloperskie z reguły na to nie pójdą, ale małe, którym brakuje środków na spłatę kredytów, już tak - dodaje Paweł Grząbka, ekspert z CEE Property Group.

Prawnicy jednak przestrzegają: taki proceder może grozić dotkliwymi konsekwencjami zarówno dla kupującego, jak i dewelopera. Ustawa o finansowym wsparciu rodzin wyraźnie mówi, że popełnienie przez strony umowy oszustwa kredytowego z art. 297 k.k. musi skutkować wypowiedzeniem umowy kredytu preferencyjnego. Przestępstwo takie podlega też karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Jednak wykrycie przekrętu i udowodnienie zmowy jest bardzo trudne. Bank Gospodarstwa Krajowego, który dysponuje rządowymi środkami na dopłaty w "Rodzina na swoim", przyznaje, że nie zajmuje się weryfikacją umów pod tym kątem.

Ewa Wesołowska

Anna Krzyżanowska

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.