Demagogia nie zmieni zamówień publicznych
Kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami, ale nawet biorąc na to poprawkę, przykro było słuchać demagogicznych wystąpień polityków rządowych o tym, że główne inwestycje w Warszawie są oddawane w ręce zagranicznych firm. Zaczęło się od wypadku autobusu, gdy okazało się, że kierowca był pod wpływem amfetaminy, a linię obsługiwała niemiecka spółka. Potem poszło już z górki. „Ostatnio wyszło na jaw, że przewozy komunikacją miejską obsługują również częściowo Niemcy. Tramwaje budują Koreańczycy, metro budują Włosi i Turcy. Myślicie, że może np. wypożyczalnie rowerów są polskie? Nie, wypożyczalnie rowerów też są niemieckie. Tak ma wyglądać Polska, panie Rafale?” – pytał premier Mateusz Morawiecki podczas wiecu w Chodzieży.
Dlaczego nazwałem to demagogią? Bo zarówno premier, jak i inni członkowie rządu wypominający zlecenia dla zagranicznych firm doskonale wiedzą, że w przetargach publicznych przedsiębiorcy z wszystkich państw Unii Europejskiej, a nawet szerzej, bo także porozumienia GPA, muszą być traktowani na tych samych zasadach, co polskie firmy. Jedynym sposobem na wprowadzenie preferencji krajowych w zamówieniach publicznych byłoby wystąpienie Polski z Unii Europejskiej. Jeśli chcemy w niej pozostać, to musimy godzić się z tym, że zagraniczni wykonawcy zaproponują korzystniejsze warunki niż nasi krajowi i zgarną kontrakt.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.