Dziennik Gazeta Prawana logo

A więc wojna, ministrze Macierewicz

Teza o zamachu w Smoleńsku to casus belli. Została albo wojna, albo śmieszność
Teza o zamachu w Smoleńsku to casus belli. Została albo wojna, albo śmiesznośćMateriały prasowe
11 kwietnia 2021

W y emitowany w sobotę w telewizji publicznej materiał poświęcony tragedii smoleńskiej jest – cytując klasyka – porażający. W kadłubie i na skrzydłach tupolewa 154M o oznaczeniu 101 doszło do wybuchów. Na maszynie wykryto obecność heksogenu i trotylu. Rozmieszczenie ciał było charakterystyczne dla eksplozji. Do katastrofy przyczyniły się świadome działania Rosji. Te ustalenia są wynikiem skrupulatnych prac podkomisji ds. ponownego zbadania przyczyn wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r. Instytucją kieruje były szef MON Antoni Macierewicz. Postać, której nie sposób traktować niepoważnie. W obszarze polityki bezpieczeństwa jest odpowiednikiem Leszka Balcerowicza – jako nieliczni w najnowszej historii Polski podejmowali decyzje przełomowe i nieodwracalne. Balcerowicz przestawił państwo na tory gospodarki rynkowej. Macierewicz opublikował listę agentów, wskazując na problem zagrożenia ze strony dawnych układów esbeckich. Rozwiązał patologiczną organizację, jaką były Wojskowe Służby Informacyjne, o czym – mimo bełkotu niezadowolenia – z uznaniem w depeszach WikiLeaks pisali amerykańscy dyplomaci w Warszawie. W końcu w newralgicznym momencie, po aneksji Krymu i separatyzmie na Donbasie – powołał Wojska Obrony Terytorialnej, czym przynajmniej częściowo, przywrócił pobór i doprowadził do tego, że tysiące Polek i Polaków nauczyło się obsługiwać AK-47 (bo w rzeczy samej nie chodziło przecież o budowę jednostek specjalnych, tylko o przyswojenie – po latach wiary w wieczny pokój – podstawowych umiejętności żołnierskich). Przypominam o tym wszystkim, aby podkreślić, że Antoni Macierewicz jest politykiem nie tuzinkowym i ważnym. Można szydzić z jego marsowej miny przy dyskusjach o agentach SB czy ocenie WSI. Nie sposób jednak abstrahować od faktów, które za tymi teatrami stały. I od tego, że Macierewicz kilka razy obalił utarte i uznane za niepodważalne prawdy (czy też półprawdy) o rzeczywistości.

Filmowy raport o – no właśnie, o czym: tragedii? katastrofie? zamachu? – ma zatem znaczenie. Bo po jego publikacji w państwowej telewizji alternatywa jest – jak mawiał Donald Tusk – diabelska. Albo decydujemy się na „adekwatne kroki” wobec Rosji za zabicie kierownictwa polskiego państwa, albo Antoni Macierewicz przechodzi do historii nie jako pogromca esbeckich układów, likwidator WSI i twórca WOT, tylko fantasta, budujący co najwyżej mity założycielskie polskiej prawicy. Nie można w prime timie rzucić ludowi porażającej teorii, by chwilę później przejść – jak gdyby nigdy nic – do prozaicznej codzienności. To znaczy można, ale tylko w TVP, w której tuż po „Relacji z wyników prac podkomisji ds. katastrofy smoleńskiej” wyemitowanej o godz. 20.25 i filmie „Smoleńsk” o 21.30 wyświetlono superprodukcję poświęconą marzącemu o karierze scenicznej Eugeniuszowi Bodo.

Pozostało 59% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.