Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Elita "Solidarności" nie współpracowała z bezpieką

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

ROZMOWA

@RY1@i02/2009/228/i02.2009.228.000.0003.001.jpg@RY2@

Prof. Andrzej Friszke

Igor Morye

Ta scena jest bardzo mało wiarygodna. Między TW a ministrem spraw wewnętrznych dystans był tak gigantyczny, że to musiałaby być rzeczywiście znacząca publicznie osoba, żeby taka sytuacja mogła mieć miejsce. Nie wykluczam, że jeden czy dwa takie przypadki mogły się zdarzyć. Ale znam życiorysy znaczących ludzi tego szczebla, którzy mogli być przyjmowani przez ministra w roku 1989 w jego gabinecie. I można z całą pewnością wykluczyć problem agenturalności u totalnej większości ludzi z tzw. elity "Solidarności". Zatem to stwierdzenie Kiszczaka ma tylko na celu rzucenie podejrzenia na ludzi "S", które dla normalnego człowieka jest nieweryfikowalne.

Niektóre kanały przekazywania pieniędzy mogły być kontrolowane przez bezpiekę. Ale sama bezpieka meldowała do swoich zwierzchników, że nie jest w stanie tych kanałów w pełni kontrolować. Bo pieniądze przesyłano w różny sposób. Przywozili je ludzie przygodni: profesorowie, którzy jeździli na wykłady, osoby, które prywatnie jeździły np. do rodziny do Paryża. To było mnóstwo osób. Czy ktoś sobie przywłaszczył pieniądze? Mogło się tak zdarzyć. Ale uogólnianie tego jest bardzo nieprzyzwoite.

Rok 1986 był punktem zwrotnym. I dobrze świadczy o tandemie Jaruzelski - Kiszczak. Ogłoszono amnestię, wypuszczono kilkaset osób z więzień i zdecydowano, żeby od tej pory nie robić procesów politycznych. Szykanowano ludzi jedynie zatrzymaniami np. na 48 godzin, konfiskatą sprzętu, druków. Opozycja zaczęła działać w sferze półlegalnej. Dużo łatwiejsze stały się kontakty zagraniczne.

Po pierwsze to był już czas Gorbaczowa. Z Moskwy płynęły zachęty, by złagodzić formy rządzenia. Po drugie fatalny był stan gospodarki państwa i istniała konieczność radykalnej poprawy stosunków z Zachodem, żeby uzyskać nowe kredyty. Po trzecie było wyraźne dążenie do poprawy stosunków z Kościołem, co miało łagodzić napięcia społeczne. Wreszcie amnestia była związana z trwającymi negocjacjami o przyjęciu gen. Jaruzelskiego przez papieża, do czego doszło w styczniu 1987 r.

Bo to otwierało przed nim pałace prezydentów i premierów w Europie Zachodniej.

W jakimś stopniu mogę się z tym zgodzić. Bo jeśli się to porówna z poprzednimi dekadami, to tutaj był dialog, i to na bardzo wysokim szczeblu.

Też tak uważam. Zabójstwo nie było zleceniem ani Kiszczaka, ani Jaruzelskiego. Bo dialog z Kościołem dla części aparatu partyjnego był niewygodny.

Ma. Ale to nie jest krwawy kat. Policje reżimowe w innych krajach bywają znacznie gorsze. Policja Pinocheta rozstrzeliwała, torturowała, mordowała. Milicja Kiszczaka nie. Wypadki się zdarzały jednostkowo. Nie były to masowe morderstwa, od których inne reżimy się nie powstrzymywały. Kiszczak był takim oświeconym szefem milicji.

, historyk, były członek Kolegium IPN

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.