Nie ma Kaczyńskiego bez "Solidarności"
ZAMIAST ŚWIĘTOWANIA - 30. rocznicy porozumień sierpniowych w Gdyni były obelgi i oskarżenia
Buczenie, gwizdy i krzyki. Pierwszy raz od katastrofy 10 kwietnia dwaj czołowi politycy - Donald Tusk i Jarosław Kaczyński - znaleźli się w bezpośrednim zwarciu. Prezes PiS osłabiony po awanturach wokół krzyża próbował wczoraj odzyskać utraconą pozycję polityczną. Na partnera nowej ofensywy obrał związki zawodowe. Nie mniej sfrustrowane słabnącą pozycją w kraju.W 30 lat od powstania "Solidarność" silniejsza jest dziś mitem założycielskim demokratycznej Polski niż realnym wpływem na życie kraju. Kaczyński nie zaproponował recepty na odrodzenie związku ani na poprawę warunków pracy, ale dla działaczy ważniejsza mogła być jego pełna oskarżeń i teorii spiskowych retoryka. Coś, co pozwoli odwrócić uwagę i racjonalizować bezradność związkowców.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.