Kundlizm: "szewcy" z administracji nie lubią "biskupów" z sektora prywatnego
Bodaj największy polski publicysta Melchior Wańkowicz wprowadził do publicznego obiegu pojęcie kundlizmu, które najlepiej oddaje zabawna przypowieść o szewcu zazdroszczącym prałatowi awansu na biskupa. Poddając bezlitosnej krytyce karykaturalne cechy polskiej mentalności, ujawniające się w zderzeniu naszej powojennej emigracji z obyczajowością brytyjską, Wańkowicz przedstawił całą paletę naszych wad narodowych. Prócz bezinteresownej zawiści obejmuje ona oscylowanie między megalomanią a kompleksem niższości, kult niekompetencji, protekcje, kliki, pielęgnowanie mitów i symboli pozbawionych jakiegokolwiek zaplecza realnych działań czy wreszcie rozbieżność między czynami a głoszonymi wartościami.
Kundlizm nie daje o sobie zapomnieć i w dzisiejszej wolnej i demokratycznej Polsce. Ta kulturowa przywara, którą przypisać można dziedzictwu Polski szlacheckiej, wydaje się jednym z ważnych czynników patologii polskiego państwa i administracji. To chyba efektowi szewca zazdroszczącemu biskupowi zawdzięczamy to, że mamy najniżej opłacanych w Europie prezydentów, premierów, ministrów, ambasadorów i innych wysokich funkcjonariuszy państwa, a od kilkunastu lat żadna ekipa rządowa nie może się zdobyć na kupno choćby jednego samolotu, i to pomimo strasznej smoleńskiej tragedii. Ta sytuacja skojarzona z powszechnym we współczesnym świecie kolosalnym apetytem mediów i opinii publicznej na wszelkie pogłoski o grzechach, "wpadkach" oraz słabościach politycznych i administracyjnych elit czyni drogę służby publicznej wyjątkowo nieatrakcyjną dla najzdolniejszych i najbardziej przedsiębiorczych młodych ludzi. A takich właśnie potrzebuje nowoczesne państwo.
W kraju, w którym prezydent zarabia tyle, ile dyrektor supermarketu, a jego emerytura jest niższa niż uposażenie młodego adiunkta na wyższej uczelni, wybór polityczno-administracyjnej kariery jest trudny do pojęcia dla młodych ludzi. Aż strach pomyśleć, co się stanie, gdy zabraknie ideowo motywowanych byłych opozycjonistów. Na razie jakość funkcjonowania państwa wydaje się zgodna z zasadą "jaka płaca, taka praca". Co więcej, utrwalają się złe nawyki i niska kultura pracy administracyjnej. Niska jakość kompensowana jest wielką liczbą urzędników, co dodatkowo zwiększa bałagan, a niska płaca - złudnym poczuciem stabilizacji, braku odpowiedzialności, a nawet bezkarności.
Od kilku lat obowiązuje już z mocą ustawy zasada osobistej odpowiedzialności urzędników służb skarbowych za popełniane błędy, a ścisłej za działania bezprawne. Nie została ona jak dotąd zastosowana (choćby w formie wszczęcia postępowania) w ani jednym przypadku. A przecież media podają co chwilę niezwykle drastyczne i bezsporne przykłady bezprawnych działań, które owocują niszczeniem przedsiębiorstw, miejsc pracy i ludzkimi tragediami. Bezkarność urzędników zapewnia nieprecyzyjne, niejednoznaczne i ciągle zmieniane prawo, dopuszczające różnorodność interpretacji oraz takie skomplikowanie procesów decyzyjnych i procedur, które utrudnia, jeśli nie uniemożliwia, przypisywanie odpowiedzialności konkretnym osobom. Odrębną sprawą jest przewlekłość działania i trudna do pojęcia logika systemu egzekwowania prawa. Od szkody wyrządzonej przez bezprawnie działającą administrację do uzyskania jakiejkolwiek rekompensaty mogą upływać dziesięciolecia.
Bezkarność i ogromna władza dyskrecjonalna sprzyjają arogancji oraz folgowaniu osobistym animozjom i niechęciom. "Szewcy" z administracji nie lubią "biskupów" z sektora prywatnego i starają się jak mogą utrudnić im życie oraz zmniejszyć dochody, a zatem możliwości akumulacji kapitału i rozwoju. Sukces w biznesie i właściwie w każdej dziedzinie jest u nas trudny do przełknięcia, a jeszcze trudniejszy do wybaczenia. Nie ma się więc co dziwić, że tempo rozwoju firm prywatnych nie zadowala, a ich śmiertelność jest wysoka. Jak wykazują badania prof. Dominiki Latusek-Jurczak z Akademii Leona Koźmińskiego, młodzi polscy przedsiębiorcy technologiczni zdecydowanie lepiej czują się w Dolinie Krzemowej niż w Polsce.
Nowoczesne państwo powinno wyzbyć się własności, a skoncentrować na funkcjach regulacyjnych, czyli realizacji przez niezależne podmioty polityk państwa w kluczowych dla społeczeństwa obszarach, takich jak: ochrona zdrowia, energetyka, rozwój technologii i przemysłu, nauka i edukacja, bezpieczeństwo itp. Kundlizm temu nie sprzyja. "Szewcom" chodzi o rozbudowę i konsolidację swoich domen, na których opiera się ich władza i kwitnie klientelizm. Dlatego - zamiast prywatyzować - konserwują i rozbudowują państwowe struktury. A polityki państwa pozostają niedookreślone i zmienne, budowane wokół mitów i symboli (takich jak "gospodarka oparta na wiedzy" czy "dobro pacjenta") i podatne na kolejne przetargi i działania lobbystyczne.
"Szewcom" chodzi o rozbudowę domen, na których opiera się ich władza i kwitnie klientelizm
@RY1@i02/2014/194/i02.2014.194.000001300.803.jpg@RY2@
Andrzej K. Koźmiński prezydent Akademii Leona Koźmińskiego
Andrzej K. Koźmiński
prezydent Akademii Leona Koźmińskiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu