Zaorani
Jeśli polityk nie ma talentu do polityki, to zdecydowanie lepiej dla wszystkich, żeby udało mu się samemu wykończyć, zanim dostanie władzę i pociągnie za sobą na dno innych
Radość z cudzego nieszczęścia to wyjątkowo nieładne zachowanie. Choć w pewnych przypadkach - dotyczących polityków - jest ona jak najbardziej wskazana. Zanim w Polsce nadeszło Święto Trzech Króli (ostatnio coraz częściej nazywanych sześcioma), z trzech króli opozycji dwóch się samozaorało. Romantyczna wyprawa Ryszarda Petru i ujawnione chwilę później biznesowe zdolności Mateusza Kijowskiego wzbudziły dziką radość wśród zwolennika PiS oraz żałobę w opozycji. Co więcej w kilka dni przeszła ona cztery z pięciu etapów żałoby opisanych w pracach psychiatry Elisabeth Kübler-Ross. Poczynając od zaprzeczenia, przez gniew, targowanie się z rzeczywistością, by dotrzeć do bezbrzeżnego smutku, jaki ogarnął antypisowców (no, może poza walczącym ze swoim uśmiechem Grzegorzem Schetyną). Najwyższa więc pora na nieuchronną akceptację faktów i wyciągnięcie z nich wniosków. A wydają się one oczywiste. Dwaj królowie, w których lokowano wszelkie nadzieje na powstrzymanie zwycięskiego marszu Prawa i Sprawiedliwości, nijak się do tej roli nie nadają. A trzeci z nich to Schetyna, zwycięsko trwający na opozycyjnym pobojowisku. Czarna rozpacz wydaje się więc być jak najbardziej uzasadniona.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.