Dziennik Gazeta Prawana logo

Dobry polski pan wskazuje drogę

25 września 2018

Z  Biełsatu, finansowanej przez Polskę telewizji nadającej na Białoruś, został zwolniony dziennikarz Iwan Szyla. Powodem było opublikowanie przez Szylę zdjęcia Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa, na którym Prezydent RP podpisuje wspólne oświadczenie, stojąc. Dyrektor Biełsatu Agnieszka Romaszewska w chwili, gdy wybuchł skandal, podała kilka dodatkowych przyczyn zwolnienia, tyle że jej słowom przeczą sekwencja zdarzeń, jej własne wpisy na Facebooku, a nawet pisemne oświadczenie jej zastępcy. Sprawa wywołała skandal zarówno wśród białoruskiej opozycji, jak i – co gorsza – w mediach międzynarodowych. O zwolnieniu Iwana Szyli, w ślad za agencją Associated Press, pisał, przy okazji rozpropagowując kłopotliwe dla naszego prezydenta zdjęcie na cały już świat, nawet prestiżowy „Washington Post”. O tym, że używanie miały reżimowe media na Białorusi i w Rosji, wspominać wstyd, bo oto Rosjanie i Białorusini dowiadywali się – co skądinąd zawsze mówili im odpowiednio Władimir Putin i Aleksander Łukaszenka – że „nic nas od Zachodu nie różni”.

Cała sprawa jest żenująca i przykro o niej pisać, ale brak jakiejkolwiek refleksji ze strony Agnieszki Romaszewskiej, która ogranicza się do oskarżania krytyków o nagonkę, daje jednak do myślenia. Rzecz ujawnia bowiem coś bardzo groźnego, co jest w istocie przyczyną kolejnych, nikogo już niedziwiących porażek naszej polityki wschodniej po 1990 r. Oto Agnieszka Romaszewska publicznie, kilkakrotnie sugeruje, że Iwan Szyla mógł, publikując zdjęcie „wykonywać zadanie”. Koncepcja, iż oto KGB (albo któraś ze służb rosyjskich) miałaby chcieć zniszczyć Biełsat, „zadaniując” swego agenta, by ten opublikował zdjęcie, które ledwie kilka dni wcześniej szef polskiej dyplomacji nazwał dowodem sukcesu, może wywołać jedynie wzruszenie ramion. Uderza jednak co innego. Po pierwsze, gdyby tak było, oznaczałoby to, iż uważająca się za wyspecjalizowaną w tematyce wschodniej telewizja postąpiła dokładnie tak, jak chciało KGB. Czyli skrajnie nieprofesjonalnie. Znacznie gorsze jest jednak to, że najcięższe oskarżenie wobec wielokrotnie zatrzymywanego i wielokrotnie aresztowanego, usuniętego za działalność opozycyjną ze szkoły średniej i karnie wcielonego do armii opozycjonisty formułowane są jak gdyby nigdy nic. Iwana Szylę nie tylko zwalnia się z pracy, ale przy okazji spluwa mu się w twarz. Dalej jest jednak równie źle. Oto szefowa telewizji mającej nieść na Białoruś kaganek demokracji stwierdza, że na polskie tematy wewnątrzpolityczne Iwanowi Szyli nie wolno się było wypowiadać, ale już jej samej tak, gdyż… jest Polką. Gdy Iwana Szylę próbowano zmusić do wycofania zdjęcia z jego prywatnego konta na Facebooku, zastępczyni dyrektor stacji (Polka), zasugerowała mu, by „wracał na Białoruś”. W tym samym duchu utrzymana była replika dyrektor stacji, która na pytanie, czemu na temat sprawy nie wypowiadają się Białorusini pracujący w Biełsacie, odparła, że „otrzymali zakaz”. Można odnieść wrażenie, ze Białorusinów tak jakby nikt tu nadmiernie nie szanuje.

Pozostało 84% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.