Dla kogo czarny Piotruś
N ie ma sensu siadać do stołu, przy którym gra się znaczonymi kartami. Tak mi jakiś czas temu pewien zaprzyjaźniony prawnik wyjaśnił, dlaczego nie zamierza startować do Sądu Najwyższego i odwodzi od takiego pomysłu każdego, z kim się zetknął. Mój znajomy z pewnością nie był jedyny w takiej ocenie sytuacji – w wielu publicznych wypowiedziach przeciwników zmian w sądownictwie czaiła się sugestia, że przeprowadzane w siedzibie Krajowej Rady Sadownictwa przesłuchania kandydatów były zwykłą farsą. I nie chodziło o ich formę (tajną) czy tempo właściwsze dla organizowanych z myślą o singlach spotkań typu speed dating, ale o przekonanie, że wszystko i tak zostało z góry ustalone.
Jednak, śledząc kolejne decyzje zespołów KRS i całej rady, doszłam do wniosku, że trudno mi znaleźć ich wyraźny schemat. Pierwsze zdziwienie przyszło, w zasadzie jeszcze zanim rada zdążyła cokolwiek zrobić, bo wraz z informacją o rezygnacji Mariusza Muszyńskiego z walki o fotel sędziego Sądu Najwyższego. Wydawało się oczywiste, że jak ktoś orzekający w Trybunale Konstytucyjnym zgłasza swój akces do SN, i to do budzącej emocje nowo tworzonej izby dyscyplinarnej, to nie robi tego z powodu ułańskiej fantazji. Wycofanie się Muszyńskiego może potwierdzać, że nawet jeśli, jak spekulowano, szedł z misją zrobienia porządków w SN na wzór tych, jakie zaprowadził w trybunale, to po drodze pojawiły się jakieś nieoczekiwane przeszkody.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.