Grupa do zadań specjalnych narracyjnym lekarstwem na rządowe kryzysy
Powstanie zespół do minimalizowania skutków wizerunkowych katastrof za granicą
Powstanie instytucji reagującej na kłopoty za granicą, ale także specjalizującej się w przedstawianiu polskiej narracji postulował niedawno doradca prezydenta prof. Andrzej Zybertowicz, nazywając ją nawet maszyną bezpieczeństwa narracyjnego.
Pomysł stworzenia zespołu reagowania kryzysowego pojawił się po obchodach 11 listopada, gdy przekazy z Marszu Niepodległości w światowych mediach zostały zdominowane przez pokazywanie rasistowskich i nacjonalistycznych haseł na transparentach. Obrazki te były wiązane z rządem PiS, jako mocno prawicowym, mimo że PiS od momentu powstania marszu instytucjonalnie się od niego dystansuje. Pomysł wrócił po burzy, jaka rozpętała się wokół ustawy o IPN uchwalonej przez Sejm. Awantura była kompletnym zaskoczeniem dla rządu, przez co był on skazany na improwizację.
Tuż przed wystąpieniem w Auschwitz ambasador Izraela uprzedziła Mateusza Morawieckiego, że poruszy sprawę ustawy krytykowanej przez gabinet premiera Netanjahu. Współpracownicy premiera Morawieckiego szybko skontaktowali się z resortem sprawiedliwości, by dowiedzieć się o zastrzeżeniach i skali problemu. Otrzymali informację, że dotyczyła ona nie ustawy o IPN, ale reprywatyzacyjnej, bo wydawało się, że to właśnie ona jest problemem. Tak więc w momencie wybuchu kryzysu polski premier nie tylko nie miał informacji, ale wręcz został wprowadzony w błąd. Wkrótce okazało się, że odzew na rozlewającą się burzę jest utrudniony, bo nasza dyplomacja była do tego nieprzygotowana.
W pierwszych kilkudziesięciu godzinach wypracowanie reakcji spadło na Mateusza Morawieckiego i jego współpracowników, te działania były mocno spontaniczne. Najpierw pojawiły się tweety na profilu premiera i jego wystąpienie na Youtubie. Ale takie pójście na żywioł oznaczało błędy, jak słynne przypisanie - w angielskiej wersji wystąpienia - zbrodni katyńskiej Niemcom.
Późniejsza aktywność premiera, w miarę jak kryzys się rozkręcał, była ukierunkowana na próbę dotarcia do światowej publiczności z argumentacją broniącą ustawy o IPN oraz przeciwstawienie się przekłamaniom, jakie pojawiły się w jej kontekście: w zagranicznych mediach nazwano ją ustawą o Holokauście. Stąd wyjazd Mateusza Morawieckiego do Markowej w towarzystwie zagranicznych dziennikarzy oraz późniejsze spotkania z nimi w Warszawie. Te i inne kontakty z przedstawicielami zagranicznych mediów pokazały, że w wielu przypadkach nie mają oni podstawowej wiedzy na temat okupacji niemieckiej w Polsce. Z całej tej historii teraz są wyciągane wnioski.
- Każda narracja trafia na tło kulturalne. Jeśli jest nierozpoznane, to jest nieskuteczna. Dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski opowiadał, że dziennikarze izraelscy od niego dowiadywali się, że Polacy byli w Auschwitz więźniami. Bez naszej orientacji o tym, jaką wiedzę ma druga strona, nasz przekaz będzie nieefektywny - zauważa prof. Andrzej Zybertowicz.
Przygotowanie specjalnego zespołu jako antykryzysowego wsparcia dla premiera ma zminimalizować ryzyko, że taki scenariusz bezplanowych działań powtórzy się w przyszłości. Miałby on także realizować długofalową politykę budowania wizerunku Polski za granicą. Choć zdaniem politologa prof. Antoniego Dudka tego rodzaju struktura nie powinna się opierać tylko na urzędnikach. - W takim zespole powinni być także dziennikarze, oczywiście tacy, którzy przejdą na utrzymanie rządu. Ta praca wymaga bardzo szybkich reakcji. A wiemy, jak działają urzędnicy. Oni takiej szybkości nie zagwarantują - dodaje prof. Dudek.
Zespół mógłby być wspierany - w części spraw - przez Polską Fundację Narodową, która daje znacznie więcej możliwości działania jako ciało niebędące strukturą rządową. - IPN kilka lat temu opłacił ogłoszenie w największym rosyjskim dzienniku, szukając świadków mających informacje na temat procesu szesnastu. Żadni świadkowie się nie zgłosili, ale informacja o tym, że stalinowskie władze porwały i bezprawnie osądziły przywódców państwa podziemnego, dotarła do rosyjskich odbiorców. PFN powinna takie działania prowadzić regularnie - mówi Antoni Dudek.
Aby przekaz był efektywny, trzeba się orientować, co wie druga strona
@RY1@i02/2018/032/i02.2018.032.00000020b.802.jpg@RY2@
fot. Stefan Maszewski/Reporter
Michał Dworczyk, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów
Grzegorz Osiecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu