Gwarancja bardziej zagwarantowana
N ajpierw miały być wakacje pod palmami, ale szybko okazało się, że niewiele z tego będzie. Później dwa rozbiory przeprowadzone przez koalicję PO-PSL. A teraz trzeci – wszystko wskazuje, że ostatni – który dokona się rękami posłów Zjednoczonej Prawicy.
Gdy tak często wprowadza się zmiany w systemie emerytalnym, Polakom trudno uwierzyć w jego stabilność, nawet jeśli korekty są słuszne. Prawdziwa katastrofa nadeszła, gdy politycy przypomnieli, że sumy, które gromadzimy w otwartych funduszach emerytalnych, to jednak pieniądze publiczne, a nie prywatne. Dzięki temu można było obligacyjną część funduszy umorzyć i zamienić je w zapisy księgowe w ZUS, a w efekcie rozmontować maszynkę do generowania długu publicznego. I przy okazji zrujnować wiarę w system emerytalny, którego elementem był filar kapitałowy. Wielu Polaków poczuło, że ich składka trafiająca do OFE została znacjonalizowana. Nie przekonuje ich argument, że mają imienny zapis na subkoncie w ZUS.
Ofiarą osłabienia zaufania do państwa wskutek zwijania OFE padł teraz PiS w związku z pracowniczymi planami kapitałowymi (PPK). Nie są one elementem systemu emerytalnego, ale instrumentem finansowym, który służy głównie odkładaniu pieniędzy na starość. Warunki są konkurencyjne w porównaniu właściwie ze wszystkimi formami pomnażania kapitału, jakie występują na rynku. Ale co z tego, skoro Polakom PPK kojarzy się z OFE. I wracają te same demony. Na początku autorzy PPK ich nie docenili; twierdzili, że prywatność oszczędności w planach kapitałowych jest tak oczywista jak w przypadku pieniędzy, które trzymamy w bankach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.