Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Skończmy z „falą” w życiu publicznym

10 lipca 2019
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

W Polsce zdarzyła się rzecz absolutnie bez precedensu w historii świata. Instytut Pamięci Narodowej ujawnił dane ponad 300 agentów zwerbowanych przez wywiad PRL. Chodzi, dodajmy, nie o Polaków, ale o cudzoziemców, w tym ludzi jeszcze żyjących. Pomijając już rzecz tak oczywistą, że żaden zdrowy na umyśle Rosjanin, Białorusin lub Ukrainiec (wymieniam te narodowości, bowiem szpiegujemy przecież raczej nie sojuszników na Zachodzie) nie podejmie – obarczonej ryzykiem kary śmierci, dożywocia lub spotkania z nieznanymi sprawcami – współpracy z wywiadem państwa, które zdradza swoje aktywa. Ten zupełnie oczywisty dla każdego, kto ma jakiekolwiek, najbledsze choćby pojęcie o świecie wywiadu, argument w ogóle nie dociera jednak do najbardziej fanatycznych zwolenników obecnej władzy. Ci podnoszą, że konieczne było symboliczne odcięcie się od PRL (tyle że zamiast symboliki wybrali najgłupszy możliwy konkret).

Można by długo wyzłośliwiać się, wyobrażając sobie pracującego dla Polski oficera, np. dawnego GRU, który kontynuuje współpracę z polskim wywiadem, bowiem przekonuje go argument o konieczności moralnej rewolucji nad Wisłą. Można byłoby zastanawiać się nad kondycją intelektualną tych, których nie przekonuje nawet to, że czegoś takiego, co zrobiono z aktywami wywiadu PRL, nie zrobił w historii żaden inny kraj, a demokratyczne Niemcy po wojnie budowały wywiad, korzystając z usług nawet oficerów SS. Nie o tym jest jednak ten tekst.

Kluczem do zrozumienia tego, co się stało, jest poznanie naszego stosunku do PRL. Oto po 1990 r. powstaje III Rzeczpospolita. Obecnie żyjemy, jak rozumiem, w IV Rzeczpospolitej. Przed wojną istniała II Rzeczpospolita. Już numeracja wskazuje na to, że PRL był jakąś czarną dziurą historii. Tyle że 50 lat historii narodu nie sposób sprowadzić do czarnej dziury. PRL do 1956 r. był państwem totalitarnym i całkowicie niesuwerennym. Po polskim październiku pozostawał państwem niedemokratycznym i nie w pełni suwerennym, ale ktoś, kto nie odróżnia epoki Gierka od czasów Bieruta, albo jest głupcem, albo świadomie kłamie. Październik ’56 to skądinąd najbardziej zapomniana polska rocznica. Tymczasem 1956 r. to cezura, która oddzielała państwo, które w istocie można byłoby potraktować jak czarną dziurę (choć i tu szacunek należy się tym, którzy np. odbudowali Warszawę), od państwa, które miało dziesiątki wad, było autorytarne, uciekało się do mordowania przeciwników politycznych i było zależne od Sowietów, ale równocześnie stopień tej zależności stopniowo zmniejszało i było Polską.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.