Dziennik Gazeta Prawana logo

„S” nie jest własnością jednego miasta

4 lutego 2019

S ukces zbiórki pieniędzy na Europejskie Centrum Solidarności jest sukcesem Polski obywatelskiej, nawet jeśli stoją za nim raczej wielkie emocje dotyczące bieżącej polityki niż realne społeczne zainteresowanie solidarnościową tradycją. Były już podobne przypadki, choćby wsparcie przez widzów wrocławskiego festiwalu teatralnego Dialog, pozbawionego ministerialnej dotacji z powodu zaproszenia obrazoburczej „Klątwy”. Tu jednak uderzają skala zjawiska (łącznie ponad 4 mln zł) oraz polityczny skutek. Zniweczono ministerialny plan wymuszenia czegoś za pomocą finansowej presji. Jakaś grupa Polaków poczuła się na chwilę zbiorowym gospodarzem zdarzeń.

Kiedy jednak senator PO Bogdan Borusewicz, przewodniczący Kolegium Historyczno-Programowego ECS, ogłasza, że „rząd, ten rząd, okazał się niepotrzebny”, odzywa się dzwonek ostrzegawczy. Po pierwsze, można naturalnie przedstawiać zbiórkę jako sukces swoistej demokracji bezpośredniej. Ludzie zagłosowali nie tyle nogami, ile portfelami. Ale tak naprawdę jest to spór współgospodarzących instytucji: ministerstwa (a więc rządu) i samorządów – wojewódzkiego i miejskiego. Można by rzec – władze centralne kontra Gdańsk. Te samorządy to także politycy, o określonych sympatiach i interesach. To oni patronują temu ruchowi. Warto o tym pamiętać.

Pozostało 90% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.