Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Ministerstwo bezsilne wobec McDyplomu z McSorbony

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Wpisywanie ocen z zajęć, których nie było, sprzedawanie egzaminów to norma. I żadnej szkoły za to nie zlikwidowano

W odniesieniu do uczelni z Legnicy prokuratura dwukrotnie badała doniesienia studentów, którzy oskarżali szkołę m.in. o ukrywanie dokumentów oraz próbę oszustwa. Jej kwestura miała się domagać kilku tysięcy dodatkowej opłaty mimo uregulowania całości czesnego. Śledczy stwierdzili jednak, że przestępstwa nie było, a wszystkiemu winna jest "niewydolność organizacyjna". Podobnym wnioskiem skończyło się postępowanie dotyczące przelania 15 tys. zł z funduszu pomocy materialnej dla studentów na konto właściciela szkoły, Kombinatu Górniczo-Hutniczego Manager SA Warszawa. Pieniądze wróciły na uczelniane konto, a sprawa została umorzona. - Studenci idą do tej szkoły z pewnych określonych przyczyn. Ale to nie usprawiedliwia działania na ich szkodę. Jednak tu reagować może ministerstwo - mówi w rozmowie z Dziennik.pl Liliana Łukasiewicz, rzeczniczka legnickiej prokuratury.

To, że w szkole zdarzały się nieprawidłowości, potwierdza również jej założyciel. - Wykryliśmy kilka incydentów, takich jak wpisywanie ocen za zajęcia, które się nie odbyły. Odpowiedzialny za to prodziekan został zwolniony dyscyplinarnie - mówi nam Wacław Demecki i przypomina, że w 2008 r. szkoła została uznana przez jeden z ogólnopolskich tygodników za najlepszą uczelnię na Dolnym Śląsku.

Do złych praktyk dochodzi również w Beskidzkiej Wyższej Szkole Umiejętności w Żywcu. W październiku 2012 r. ministerstwo wysłało do rektora raport pokontrolny. Opisano w nim m.in. przypadek studenta, któremu szkoła umożliwiła ukończenie trzyletnich studiów w jeden semestr. Tłumaczono to indywidualnym tokiem studiowania oraz uwzględnieniem przedmiotów zdanych na innych kierunkach studiów. Poza tym się okazało, że w czasie kontroli na żadnym kierunku nie było wystarczającej liczby pracowników naukowych.

Nie wiadomo, czym się skończy trwające od pięciu lat śledztwo dotyczące Wyższej Szkoły Hotelarstwa i Gastronomii w Poznaniu. Według Prokuratury Apelacyjnej w tym mieście studenci mieli kupować wpisy poświadczające zdanie egzaminu, do którego w ogóle nie przystąpili. Zarzuty w tej sprawie usłyszeli rektor i prorektor uczelni. Śledczy potwierdzili w rozmowie z Dziennik.pl, że wciąż trwają przesłuchania w tej sprawie.

Co ciekawe, kontrola na WSHiG przeprowadzona również pięć lat temu przez MNiSW nie wykazała poważniejszych uchybień. Nie dopatrzono się także śladów korupcji. Sama uczelnia zarzuty odpiera i przekonuje, że dowodów na kupowanie ocen nie ma. Tymczasem w 2011 r. Państwowa Komisja Akredytacyjna wydała pozytywną opinię na temat jakości kształcenia na kierunku turystyka i rekreacja. WSHiG 31 października zakończyła rekrutację na kolejny rok akademicki. W szkole usłyszeliśmy, że nie zanotowano spadku zainteresowania uczelnią.

Żadna z tych szkół nie straciła uprawnień do nauczania studentów. Tylko wobec szkoły z Legnicy resort wszczął w 2012 r. postępowanie likwidacyjne. - Kontrole zostały przeprowadzone na przełomie roku 2012/2013. Obecnie trwa postępowanie w sprawie cofnięcia pozwolenia na utworzenie uczelni. Realizacja zaleceń pokontrolnych przez uczelnię będzie miała znaczenie dla podjęcia ostatecznej decyzji kończącej postępowanie w sprawie cofnięcia pozwolenia na utworzenie uczelni - usłyszał Dziennik.pl w resorcie nauki.

MNiSW ma też możliwość zwrócenia się do Polskiej Komisji Akredytacyjnej z wnioskiem o przeprowadzenie kontroli - tak też się stało w przypadku legnickiej uczelni. W 2012 r. uczelni niepublicznych, których dotyczyły takie wnioski, było 10. Wyniki nie napawają optymizmem - w przypadku tylko jednej z nich wydano ocenę pozytywną. O ile w kolejnych kadencjach działalności PKA (od 2002 do 2011 r.) liczba ocen negatywnych w przypadku szkół prywatnych nie przekraczała kilku procent ogólnej sumy wizytacji, o tyle w 2012 r. było to aż 10,3 proc.

- Z prywatnymi szkołami wyższymi jest duży problem, bo choć narzekamy na jakość kształcenia, to nikt nie przeprowadził rzetelnej i wiarygodnej oceny tej jakości - mówi w rozmowie z Dziennik.pl Kazimierz Sedlak, założyciel firmy doradztwa personalnego Sedlak & Sedlak. Podkreśla jednak, że mimo skrajnych przykładów nie można traktować ogółu szkół prywatnych jako zła. Krzysztof Inglot, dyrektor działu rozwoju rynków w Work Service, przekonuje, że to, czy szkoła jest prywatna, czy państwowa, ma mniejsze znaczenie - liczy się jej renoma. Kazimierz Sedlak przyznaje jednak, że według jego obserwacji duża część pracodawców unika zatrudniania absolwentów szkół prywatnych, zwłaszcza tych mało znanych. - W momencie gdy jednym z celów działalności szkoły jest przynoszenie zysku, istnieje pokusa pójścia na skróty. Do pewnego stopnia jest to zrozumiałe i władze powinny o tym pamiętać, i zwiększyć nadzór nad jakością kształcenia - dodaje.

@RY1@i02/2013/218/i02.2013.218.000000300.802.jpg@RY2@

Marcin Kaliński

Minister Barbara Kudrycka musi znaleźć lekarstwo na patologiczne praktyki

Magdalena Birecka

magdalena.birecka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.