Nie chodzi o to, czy uczeń patrzy w zeszyt, czy w tablet
To, czy e-podręczniki okażą się sukcesem, zależy w dużej mierze od tego, jak będą wyglądały - a tego jeszcze nie wiadomo. Do tej pory dla młodszych dzieci wydawnictwa przygotowują multibooki, które niestety są fatalnym narzędziem - to papierowy podręcznik przystosowany do korzystania z niego na komputerze lub tablicy interaktywnej w szkole. Nie o to chodzi.
W prawdziwym e-podręczniku, takim, z jakiego korzysta się w krajach skandynawskich, są w pełni wykorzystane multimedia - dzieci mogą obejrzeć film, mają do tego przygotowane zadania, gry, polecenia do pracy w grupach. W podręcznikach, o których mówię, można wybierać łatwiejsze i trudniejsze zadania i dzięki temu lepiej dostosowywać pracę do ucznia zdolnego, bo bogaty, multimedialny materiał może dowolnie rozszerzać jego zainteresowania. Jeśli zadania w nim zawarte mają kilka rozwiązań, to tym lepiej - uczeń szukając ich, nabywa kreatywności. Podczas 45 minut lekcji nie udaje się pokazać kilku sposobów dojścia do rozwiązania problemu.
E-podręcznik ma też plusy dla uczniów słabszych - daje możliwość pracy w swoim tempie - zawsze można coś zobaczyć jeszcze raz, odsłuchać, doczytać.
Finowie mają jedne z najwyższych wyników w testach PISA, między innymi dlatego, że korzystają z multimediów w procesie uczenia się. Mają takie systemy pracy, które wspomagają, a nie zastępują tradycyjne uczenie, w tym sensie wprowadzenie multimediów jest tam środkiem, a nie celem. Bo tak naprawdę nie chodzi o to, czy uczeń będzie patrzył w tablet, czy zeszyt. Chodzi o to, żeby zmienić sposób pracy. Media mają uatrakcyjniać pracę szkoły. I to muszą zrozumieć twórcy e-podręczników.
W Finlandii nie ma sytuacji, w której nauczyciel stoi przy tablicy, dzieci zapisują jego słowa w zeszytach, a on ich później odpytuje. E-podręcznik niczego w tym sensie nie zmieni. Doświadczenia, działania zespołowe, eksperymenty - na to musimy stawiać w szkole.
Pewien opór przed multimedialnymi materiałami mają nauczyciele, wielu z nich boi się, że zostaną przez nie po prostu zastąpieni. To oczywiście nieprawda. Natomiast trzeba mieć świadomość, że w dzisiejszym świecie bardzo zmieniła się rola nauczyciela - to nie jest już osoba, która porcjuje i wydziela wiedzę. On musi być tym, kto moderuje proces uczenia się. Jak pokazują badania, nasi uczniowie mają zaniedbanych wiele kompetencji, głównie związanych z pracą w grupie. Nauczyciel właśnie tu jest potrzebny - jako animator projektów.
Trochę na wyrost wydaje mi się również pytanie o to, czy e-podręczniki będą wypierały zwykłe książki. Papierowy podręcznik jest wygodny, bo można z niego korzystać zawsze. Poza tym gwarantuje, że uczniowi zostanie przekazany pewien bardzo konkretny zasób wiedzy. Niestety dziś obserwujemy obniżenie wiedzy merytorycznej nauczycieli, nie wszyscy są przygotowani do swojego fachu pod tym względem. Dopóki nauczyciel ma podręcznik, będzie jednak realizował wyznaczony program. Trzecia rzecz to rodzic, który może sięgnąć do podręcznika zawsze, kiedy potrzebuje pomóc dziecku w nauce.
Zmienia się rola nauczyciela: ma być moderatorem nauki, animatorem projektów
Małgorzata Sieńczewska
Katedra Edukacji Szkolnej i Kształcenia Nauczycieli Wydziału Pedagogicznego UW
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu