Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Nadchodzą chude lata dla zbrojeniówki

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Koniec preferencji dla polskich firm - zapowiada armia. W tej branży nie powinno być wolnej konkurencji - odpowiadają producenci

- Niech polskie firmy zbrojeniowe nie liczą na to, że otrzymają kontrakty tylko dlatego, że są z Polski - zapowiedział na niedawnym Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach szef Sztabu Generalnego gen. Mieczysław Cieniuch. Według niego liberalizacja przepisów o zamówieniach publicznych dla armii uniemożliwia forowanie rodzimych zakładów. Preferencje dla nich mają się skończyć wraz z nowym programem modernizacyjnym dla polskiej armii, który zostanie ogłoszony w tym miesiącu.

Jest się o co bić. Z danych MON wynika, że w ciągu roku wartość zamówień dla wojska to 7 mld zł, z tego na zakup sprzętu i uzbrojenia aż 5,6 mld zł. Większość tej kwoty trafia do krajowych dostawców. Do tej pory wojsko stosowało prawo zamówień publicznych tylko do zakupów niezwiązanych wprost z obronnością, takich jak artykuły żywnościowe.

Przyjęta przez Polskę unijna dyrektywa obronna nakazuje jednakowe podejście do wszystkich firm z Unii. - Zagraniczne koncerny już prawdopodobnie podzieliły między siebie ten tort. Co mogą zrobić polscy producenci? Muszą być konkurencyjni, jeżeli chcą się liczyć w przetargach - dodał gen. Cieniuch.

Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju, krytykuje takie podejście. Oczekuje od naszych władz, by wspierały polskie zakłady. - Oczywiście w ramach przepisów. Ale nie róbmy w wojsku wolnej konkurencji, bo nigdzie na świecie nie ma liberalizmu w tym zakresie - dodaje Kułakowski.

Doradza MON, by korzystało z możliwości zawężenia kręgu wykonawców. Jego zdaniem zamawiający może w ramach kryterium bezpieczeństwa dostaw brać pod uwagę lokalizację zakładu produkującego sprzęt. Wtedy w lepszej sytuacji znajdą się polskie firmy, a zagraniczne będą musiały np. lokować w naszym kraju produkcję, by skutecznie ubiegać się o zamówienie.

Stanisław Głowacki, szef "Solidarności" w polskiej zbrojeniówce, także krytykuje doktrynalne podejście do przepisów dyrektywy. Zwraca też uwagę na niestabilność polskich programów modernizacyjnych. - Nasza armia musi przede wszystkim wiedzieć, czego chce. Kilka lat temu wydawało się, że wiemy, jakie są oczekiwania w zakresie modernizacji wojska. Tymczasem znowu programy są zmieniane - mówi Głowacki.

Przed ogłoszeniem nowego programu modernizacyjnego armii wiadomo, że tak jak w poprzedniej perspektywie będzie obejmował 16 programów. Mają zniknąć trzy programy artyleryjskie, ale w zamian pojawią się nowe. Jednym z nich będzie program nowego systemu obrony powietrznej. Wstępne i ostrożne szacunki MON w sprawie całościowych kosztów takiego systemu mówią o 13 - 15 mld zł. Jego budowa zajmie ponad 10 lat. Byłby to łakomy kąsek dla polskiej zbrojeniówki.

@RY1@i02/2012/179/i02.2012.179.00000120c.802.jpg@RY2@

Na tle NATO wypadamy skromnie

Cezary Pytlos

cezary.pytlos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.