Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Tajna instrukcja, która nie istnieje

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

POLITYKA Po tekście opisującym kulisy przygotowań do rejsu z Londynu do Warszawy rządowego samolotu z premier na pokładzie opozycja domaga się wyjaśnień

- Kiedy rządzi PiS, mamy do czynienia z bałaganem i łamaniem procedur bezpieczeństwa, które mają chronić najważniejsze osoby w państwie - mówił na konferencji prasowej Marcin Kierwiński z PO. Beata Kempa, szefowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, odpierała zarzuty: - Cywilna instrukcja HEAD nie została złamana w związku z ubiegłotygodniowym lotem delegacji rządowej z Londynu - powiedziała. Natomiast rzecznik rządu Rafał Bochenek w odpowiedzi na nasze pytania precyzował: - Cała instrukcja jest tajna. Natomiast to, co warto podkreślić, to z pewnością fakt, że procedury wynikające z instrukcji Head zostały dopełnione. Dla nas bezpieczeństwo w takich sprawach jest najważniejsze i lot z naruszeniem zasad nie mógłby się odbyć.

Według byłego wiceszefa MON w rządzie PO-PSL gen. Czesława Mroczka nie ma czegoś takiego jak "cywilna" instrukcja HEAD, a zasady przewożenia najważniejszych osób w państwie opisuje wydana w styczniu 2013 r. decyzja ministra obrony w sprawie wprowadzenia do użytku "Instrukcji organizacji lotów oznaczonych statusem HEAD w lotnictwie Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej. Dotyczy ona lotów najważniejszych osób w państwie. Niezależnie od tego, czym i z kim latają. - Nie ma czegoś takiego jak instrukcja cywilna. Nikt tego nie robił. Jest tylko jedna instrukcja HEAD-owska. Nie dwie. I to jest poza sporem - powiedział w rozmowie z Dziennik.pl. Podobnego zdania jest Maciej Lasek, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. - Nigdy nie słyszałem o czymś takim, jak cywilna instrukcja HEAD. Jest tylko jedna taka instrukcja: wojskowa. I prawdopodobnie w umowie między PLL LOT a Kancelarią Prezesa Rady Ministrów odnoszono się do niej. Ta wojskowa instrukcja stała się jawna dopiero po katastrofie smoleńskiej - powiedział w rozmowie z DGP Lasek.

Próbowaliśmy dopytywać Rafała Bochenka, czy próba dołączenia dziennikarzy do lotu premier Beaty Szydło z Londynu była realizowana w zgodzie z zapisami paragrafu 4 wspomnianej instrukcji MON-owskiej. Napisano w nim, że "Zapotrzebowanie na lot jest przekazywane nie później niż 24 godziny przed lotem, z zastrzeżeniem ust. 11". W związku z tym należy przekazać: "liczbę pasażerów oraz ładunek (jeśli ma wpływ na osiągi statku powietrznego)". Wspomniany ust. 11 przewiduje nagłe przypadki. Jednak i tutaj autor instrukcji próbuje wyeliminować element spontaniczności z organizowania lotu. Przytoczmy go w całości:

"W przypadkach nagłych dopuszcza się złożenie zapotrzebowania, o którym mowa w ust. 10, w terminie krótszym niż 24 godziny, umożliwiającym bezpieczne przygotowanie lotu i zabezpieczenie wizyty przez BOR, przy spełnieniu następujących warunków:

1) złożenie zapotrzebowania nastąpi nie później niż w czasie niezbędnym do zapewnienia przygotowania załogi i statku powietrznego do lotu;

2) miejscem lądowania statku powietrznego będzie lotnisko kontrolowane lub lotnisko wojskowe opisane w AIP;

3) organizujący lot w treści zapotrzebowania wykaże, że jest to sytuacja nagła".

Czy wobec tego złożono zapotrzebowanie wynikające z sytuacji nagłej i czy organizator lotu w treści zapotrzebowania wykazał, że jest to sytuacja nagła? Jakich argumentów użyto? Dlaczego instrukcja "cywilna" HEAD, o której wspomniała minister Kempa, jest tajna, natomiast ta wydana przez MON w 2013 r. nie?

Oto odpowiedź Rafała Bochenka w kwestii instrukcji "cywilnej": - Jest (ona - red.) załącznikiem do umowy zawartej w 2013 r. z przewoźnikiem (LOT-em) i jest tajna (umowa i załącznik do niej). Wszystkie procedury zostały dopełnione i mamy na to dokumenty. Nie było takiej sytuacji, żeby na pokładzie samolotu była większa liczba osób niż liczba miejsc. To jest fizycznie niemożliwe. Lista została zatwierdzona, nie było sytuacji, w której na pokładzie znajdowałoby się więcej osób, niż był w stanie pomieścić samolot.

Dopytujemy zatem, dlaczego część osób musiała opuścić maszynę? - Ostateczną decyzję co do lotu może podjąć pilot. Są pewne instrukcje i procedury i pewne decyzje może podejmować pilot. O szczegóły proszę pytać przewoźnika.

Co jest pewne? Fakt, MON-owska instrukcja HEAD nie została złamana z punktu widzenia składu VIP-ów na pokładzie. Według jej zapisów w samolocie nie mogli się znaleźć jednocześnie pani premier i jej pierwszy zastępca Piotr Gliński (Mateusz Morawiecki jest "zwykłym" wicepremierem). W naszej poniedziałkowej publikacji nie stwierdziliśmy, że złamano zasady przewożenia VIP-ów w tym punkcie. Zwracaliśmy natomiast uwagę, że jednocześnie w samolocie znaleźli się przedstawiciele rządu zajmujący się specyficzną i wrażliwą tematyką: oprócz pani premier i jej zastępcy reprezentanci resortów siłowych i dowódca operacyjny sił zbrojnych.

Wczoraj sprawę skomentował szef MSZ Witold Waszczykowski. - Nie było afery ani żadnych okrzyków pilota. Artykuł jest nieprawdziwy - powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską. Pan minister najwidoczniej nie czytał tekstu w DGP. Nie ma w nim mowy o okrzykach pilota. Nie piszemy również o "aferze". Takie sformułowanie nigdzie nie pada.

- Wyglądało to tak. Kilka miejsc w samolocie było wolnych. Zaproponowano więc dziennikarzom, by z nami polecieli, ale mieli duże bagaże i ostatecznie przesiedli się do casy - powiedział minister Waszczykowski w rozmowie z WP. "Kilka miejsc było wolnych" - zadeklarował szef MSZ. Dziennikarzy było 23. Kilka to nie 23. W zasadzie co oznacza sformułowanie: "kilka miejsc było wolnych?". Ile konkretnie? I czy można sobie w przypadku takiego lotu pozwolić na swobodę w rachunkach?

Minister mówi, że siedział przy pani premier, a "ten dziennikarz (z DGP - red.) z tyłu". I nic, w przeciwieństwie do ministra, nie słyszał. Nieprawda. Przez pewien czas - opuszczając embraera - dziennikarz DGP miał okazję dokładnie przyjrzeć się sytuacji. Łącznie z reakcją pilota, który choć nie krzyczał, był poirytowany zaistniałą sytuacją i przeciągającą się zwłoką.

@RY1@i02/2016/235/i02.2016.235.000000500.801.jpg@RY2@

Dorota Kalinowska

Jakub Kapiszewski

Zbigniew Parafianowicz

Jakub Styczyński

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.