Dziennik Gazeta Prawana logo

Spór o generałów jest niczym w porównaniu z zarządzaniem poprzez gotowce

Przy okazji Święta Niepodległości i sporu prezydenta Andrzeja Dudy z ministrem obrony Antonim Macierewiczem o nominacje ucieka istota choroby, na którą cierpi wojsko. Nie jest nią bynajmniej walka o wpływy w siłach zbrojnych. Kluczowy problem nie dotyczy czystej polityki. Jest od lat wpisany w osobliwe pogranicze, na którym spotyka się świat wojska i polityki. Przypomniał o nim niedawno - z rozbrajającą szczerością - w rozmowie z DGP gen. Mirosław Różański. Gdy zapytaliśmy, czy cywile odpuścili sobie kontrolę nad armią, potwierdził, dodając, że generalicja dostarczała gotowce, a politycy je tylko zatwierdzali. - Wojskowi sami sobie projektowali rozwiązania. Politycy tylko formalnie sprawowali kontrolę. Nie chcieli się angażować - mówił Różański. Gdyby takie słowa padły w Wielkiej Brytanii, RFN, czy we Francji, wybuchłaby burza. O "formalnej kontroli" mówił przecież najważniejszy oficer, a nie cywil czy analityk z pasją czytający pisma militarne. Okazuje się, że w państwie jest jak w korporacji, w której dyrektor delegowanie uprawnień rozumie poprzez przymykanie oka na meblowanie firmy przez co bardziej przebojowych menedżerów. Tymczasem to nie oni powinni decydować o kształcie przedsiębiorstwa i jego strategii.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.