Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Najgorętsze nazwisko w e-branży

29 czerwca 2018

Twórca Facebooka zapłacił za jego firmę miliard dolarów. Systrom przyjął ofertę, choć już raz odmówił Zuckerbergowi

Kevin Systrom mógł być dziś miliarderem. Mógł, ale odrzucił ofertę Marka Zuckerberga i nie zatrudnił się w Facebooku. Za to kilka dni temu został multimilionerem, bo przyjął inną propozycję Zuckerberga i odsprzedał mu za okrągły miliard swój projekt - Instagram, czyli aplikację do dzielenia się zdjęciami na smartfonach. 400 mln powędrowało na konto 27-letniego Systroma. Ten współtwórca Twittera to dziś najgorętsze nazwisko w świecie e-biznesu.

Historia spotkania Zuckerberga i Systroma w 2004 r. brzmi anegdotycznie, ale jest najzupełniej prawdziwa. Nasz bohater był wówczas sumiennym studentem na kalifornijskim uniwersytecie Stanforda i każdą wolną chwilę poświęcał swojej idee fixe, czyli stworzeniu internetowej usługi o nazwie Photobox. - Studenci robili mnóstwo zdjęć, które przesyłali przez wewnętrzną sieć, co oczywiście zapychało łącza i skrzynki e-mailowe. Pomyślałem: a gdyby stworzyć w sieci miejsce, gdzie każdy mógłby przechowywać fotografie, którymi chce się podzielić i każdy mógłby tam zajrzeć i ściągnąć wyłącznie te, które mu odpowiadają? - opowiadał po latach portalowi Fast Company.

W tym czasie wspólni znajomi skontaktowali go z Zuckerbergiem, który właśnie uruchomił Facebooka. Dwaj nieopierzeni pasjonaci internetu szybko znaleźli wspólny język. - Wiesz, też pracuję nad podobną usługą. Może do mnie dołączysz? - spytał Zuckerberg. - Niestety, wybrałem dalszą naukę. Ale co miałem zrobić? Widziałem tego gościa po raz pierwszy w życiu - tłumaczył się Systrom w jednym z wywiadów.

Chwilę później Systrom, wciąż będąc studentem Uniwersytetu Stanforda, zatrudnił się w małej firmie Odeo z San Francisco. Ta nazwa nikomu wiele nie mówi, choć jej produkt stał się jednym przełomów w rozwoju e-branży. Na jej korytarzu spotkał niejakiego Jacka Dorseya, który z nudów rozpoczął pracę nad sieciowym serwisem do wymiany krótkich wiadomości - do 140 znaków, które by można napisać i wysłać nawet z telefonu komórkowego. Systrom ochoczo dołączył do jego zespołu. - Po raz pierwszy zetknąłem się wówczas ze start-upem oraz atmosferą pracy panującą w takim zalążku małej firmy. To było coś cudownego - mówił. Twitter ruszył w marcu 2006 r., a skala sukcesu zaskoczyła wszystkich - także jego twórców.

Systrom nie zagrzał tu jednak długo miejsca, choć tak bardzo spodobało mu się tworzenie firmy od podstaw. Po ukończeniu nauki postawił na najbardziej doświadczonego zawodnika w całej branży: przeniósł się do równie słonecznego Mountain View i zatrudnił się w Googleu. Spędził tam kilka lat, dobrze znosząc pracę w dużej korporacji, czego efektem były awanse. Jednak połknięty w 2006 r. start-upowy bakcyl dał w końcu o sobie znać. W 2010 r. porzucił dobrze płatną posadę w Googleu, by spróbować sił w nowym przedsięwzięciu, tworzonym od zera. Zdecydował się powrócić do pomysłu sprzed lat, czyli Photoboxa.

Musiał jednak wprowadzić sporo zmian do pierwotnego planu, bo uruchomiona w końcu przez Facebook usługa dzielenia się zdjęciami stała się dziś najpopularniejsza na świecie i nie miałby szans w starciu ze społecznościowym gigantem. Codziennie użytkownicy portalu zamieszczają na nim aż 200 mln fotografii, w sumie na serwerach Facebooka znajduje się już ponad 90 mld zdjęć (co obrazuje, jak potężną infrastrukturą serwerową musi dysponować firma Zuckerberga, by zagwarantować działanie stale rozrastającego się serwisu).

Z rywalizacji z Facebookiem powstał Instagram - tak nazywa się zarówno najnowsza firma Systroma, jak i jej produkt. To aplikacja na iPhoney oferująca możliwość nałożenia specjalnych efektów na zrobione zdjęcia (m.in. filtry upodobniające fotografie do starych klisz) i ich natychmiastowe opublikowanie na Facebooku i Twitterze oraz w specjalnym portalu społecznościowym przeznaczonym wyłącznie dla użytkowników Instagram.

Pomysł wydawałoby się błahy, ale użytkownicy smartfonów z logo nadgryzionego jabłuszka oszaleli na punkcie tej darmowej aplikacji. Trafiła do AppStoreu, czyli internetowego sklepu Applea, w październiku 2010 r., a już w grudniu posługiwało się nią milion osób. Po kolejnych sześciu już 5 mln, a we wrześniu 10 mln właścicieli iPhoneów. Przed przypadającym w listopadzie Świętem Dziękczynienia co minutę na stronie Instagram rejestrowało się 90 nowych użytkowników aplikacji i dziś jest ich w sumie ponad 15 mln. Takiej dynamiki wzrostu, zwłaszcza w początkowych miesiącach działalności, nie miały ani Facebook, ani Twitter.

Recepta na sukces? - Postanowiliśmy skoncentrować się wyłącznie na jednym systemie operacyjnym, by nasz produkt był perfekcyjny. Dlaczego iPhone? Bo ludzie bardzo często wybierali go z powodu wbudowanego aparatu fotograficznego - tłumaczy Systrom. Ale kilkanaście dni temu Instagram rozszerzył pole działania i wszedł na rynek telefonów z systemem Android. Już przekonał do swojego produktu właścicieli ponad 5 mln smartfonów.

Co zadziwiające, Kevin Systrom osiągnął tak wielki sukces (w jego firmę zainwestowało m.in. kilka wpływowych funduszy działających w Dolinie Krzemowej), zatrudniając tylko cztery osoby. Na fali postępującej popularności start-up zaczął się rozrastać i dziś pracuje w nim kilkanaście osób (łącznie z Systromem).

Ostatnim nabytkiem Instagramu została Jessica Zollman, której przypadło stanowisko społecznościowego ewangelizatora (community evangelist). Nazwa może budzić zdziwienie, ale każdy z nas nieraz wcielał się taką rolę. Tzw. marketing ewangelizujący (evangelist marketing) to jedna z form marketingu szeptanego - polega na takim przekonaniu klienta do produktu czy usługi, że zaczyna on z własnej woli namawiać innych do ich wypróbowania i nabycia. - Zadaniem Jessiki ma być pielęgnowanie kontaktów z naszą społecznością oraz zarządzanie nią. To oznacza pisanie na naszym blogu, pomoc w rozwiązywaniu problemów technicznych czy organizowanie dla naszych klientów specjalnych wydarzeń, w których mogliby brać udział - tłumaczy sam Systrom.

- Bo przyszłością jego firmy jest właśnie zbudowanie lojalnej społeczności na wzór tej, która codziennie oddaje się przyglądaniu Facebooka i graniu w jego proste gry online. Gdy zyska taką wierną i dużą bazę fanów, Instagram będzie mógł przyciągnąć reklamodawców. A wraz z nimi pojawią się w końcu duże pieniądze - mówi DGP socjolog Deborah McQuinn z uniwersytetu w San Francisco.

Potwierdza to poniedziałkowy wpis na profilu Marka Zuckerberga: "To kamień milowy w historii Facebooka. Pierwszy raz kupujemy produkt, a w zasadzie firmę, która ma tak wielu klientów. Nie planujemy często powtarzać takiej operacji. W zasadzie to chyba nie zdarzy się już nigdy".

Instagram powstał z rywalizacji z Facebookiem. Osiągnął olbrzymi sukces, zatrudniając tylko cztery osoby

@RY1@i02/2012/073/i02.2012.073.18600110d.803.jpg@RY2@

Bloomberg

KEVIN SYSTROM współtwórca Twittera przez lata marzył o stworzeniu aplikacji umożliwiającej dzielenie się zdjęciami z innymi użytkownikami sieci. Z programu Instagram korzysta już ponad 15 mln osób

Piotr Czarnowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.