Dobiega końca era zielonej hipokryzji
T o państwa, które – tak jak Polska – w pogoni za Zachodem oparły się na paliwach kopalnych, są dziś kluczowe dla przyszłości planety. Wiele z nich ma tymczasem opory przed zwiększaniem klimatycznych ambicji. Da się to zrozumieć. Naturalne wydaje się oczekiwanie, że najbogatsi wezmą na siebie ciężary transformacji, a kraje rozwijające się, które historycznie emitowały mniej, pójdą za nimi w momencie, kiedy uzyskają odpowiednie wsparcie, a technologie potanieją. Ale ważnym źródłem niechęci do zielonej polityki w tych państwach było w ostatnich latach dostrzeżenie, że najgłośniejsi jej orędownicy sami nie traktują swoich deklaracji poważnie.
Niemcy szybko wygaszają nieemisyjne elektrownie jądrowe, dużo mniej spiesząc się z odejściem od węgla. Ich największa inwestycja energetyczna to Nord Stream 2, który pomijając implikacje geopolityczne, podłącza Europie kolejną gazową kroplówkę w czasie, kiedy nawet obecne wykorzystanie tego surowca stawia pod znakiem zapytania perspektywy neutralności klimatycznej. Francja od wielu lat ignoruje deklarowane przez siebie cele redukcji emisji. Zeszłoroczny panel obywatelski, który miał być w polityce Paryża nowym otwarciem, został przez Emmanuela Macrona pozbawiony zębów. Jego dorobek sprowadzono do kilku efektownych, ale mało przełomowych zmian, jak zakaz krótkich lotów krajowych – rozwiązanie, które w praktyce dotknie niecałych 5 proc. krajowych tras lotniczych – czy ustanowienie kategorii zbrodni przeciwko środowisku. Testu na wiarygodność nie przechodzi nawet najszybciej dekarbonizująca się Wielka Brytania, która w zeszłym roku przyjęła cel 68 proc. redukcji emisji do 2030 r. i koniec sprzedaży spalinowych aut do 2035 r., a kilka miesięcy temu dołożyła do tego ograniczenie emisji o 78 proc. do roku 2035. Doradzająca rządowi Komisja ds. Zmiany Klimatu ocenia, że obecna polityka Londynu daje szanse na realizację tych planów zaledwie w 20 proc. Brytyjczycy, podobnie jak Norwegowie, nie chcą też zrezygnować z rozwijania wydobycia ropy. A do tego niespełniona obietnica państw rozwiniętych, że do 2020 r. przeznaczać będą 100 mld dol. rocznie na pomoc klimatyczną najbardziej potrzebującym. Według szacunków OECD zbieranych jest ok. 80 mld. A również te wyliczenia są kwestionowane: zdaniem Oxfamu większość tych środków to pożyczki, więc realna pomoc sięga ok. 20 mld. Dlaczego w tej sytuacji ubogie peryferie miałyby słuchać wezwań do przyspieszenia transformacji?
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.