Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Do elektryfikacji transportu potrzeba odwagi

14 lutego 2018

Fundacja Promocji Aut Elektrycznych chce wprowadzenia zakazu importu starych samochodów

Bez zakazu wjazdu pojazdów spalinowych do centrów miast i zablokowania importu starych samochodów do Polski rządowy plan miliona e-aut może być zagrożony. Tak wynika z raportu Fundacji Promocji Aut Elektrycznych (FPAE) i Cambridge Econometrics. - Do elektryfikacji transportu potrzebna jest odwaga. Potrzebujemy bowiem blokady importu zdezelowanych diesli do Polski - uważa Marcin Korolec, szef FPAE i były minister środowiska.

- To jest również wyzwanie prawne. Jak to zorganizować, by się obronić przed zarzutami Trybunału Sprawiedliwości UE o naruszaniu swobodnego przepływu towarów - zastanawia się Korolec. Wiceszef fundacji Krzysztof Bolesta dodaje, że ważne jest pozwolenie samym samorządom na regulowanie kwestii wjazdu aut z silnikiem spalinowym do centrów. A ustawa o elektromobilności zabrania im pobierania za to opłat.

Postulat ograniczenia wjazdu do centrów podoba się Aleksandrowi Śniegockiemu z Wise Europe. - W okresie przejściowym zamiast zakazów można rozważyć wprowadzenie opłat dla najbardziej emisyjnych pojazdów - zauważa. Trudniej będzie zakazać importu starych aut. - Efektywniejszym i bezpieczniejszym prawnie sposobem byłoby zróżnicowanie akcyzy w zależności od spełnianych norm emisyjnych. W obu przypadkach da to dodatkowy impuls dla elektromobilności, jednak najważniejsza będzie poprawa jakości powietrza - uważa.

Obecnie ok. 60 proc. samochodów wchodzących na nasz rynek to używane auta z zagranicy. A problem może narastać, jeśli europejskie miasta szybciej niż my będą przechodzić na pojazdy elektryczne i pozbywać się starej floty.

- W Polsce mogą powstać zakłady do produkcji baterii do e-aut. To jakiś pomysł na transformację Śląska, choć oczywiście nie zatrudni się wszystkich górników przy mocno zautomatyzowanym procesie produkcji baterii - mówi Korolec.

Rewolucja związana z elektromobilnością będzie sprzyjała tworzeniu nowych miejsc pracy i wzrostowi gospodarczemu. W perspektywie 2050 r. cały transport publiczny będzie na prąd. Dzięki rozwojowi e-aut do 2030 r. - według autorów raportu - może powstać niemal 51 tys. miejsc pracy, a do 2050 r. nawet ponad 81 tys., choć zniknie przy tym część etatów w tradycyjnym przemyśle samochodowym. Jednak przestawienie się kierowców na auta elektryczne może w perspektywie 2050 r. spowodować spadek wydatków na paliwo o połowę.

To zaś będzie się wiązało ze wzrostem zużycia energii elektrycznej ze 150 TWh w 2015 r. do 260 TWh w 2050 r., co może stanowić bodziec do inwestycji w nowe elektrownie. Ale - podkreślają autorzy - przede wszystkim te na odnawialne źródła energii, bo węglowe nie pozwolą na zmniejszenie emisji zanieczyszczeń, czemu ma służyć rozwój elektromobilności. Sęk w tym, że problemem jest infrastruktura do ładowania e-aut. W całym kraju istnieje tylko 300 takich punktów publicznych. Według autorów raportu do 2020 r. powinno być ich ok. 127 tys., a w 2025 r. - ok. 1 mln.

Jak pisaliśmy w styczniu, współpracą z Polską - jeśli chodzi o e-auta - było pośrednio zainteresowane BMW. Jednak temat umarł po unieważnieniu umów farmom wiatrowym na zielone certyfikaty. Wśród tych firm była spółka C&C Wind, której udziałowcem jest niemiecki Nordex, w którym udziały ma współwłaścicielka BMW Susanne Klatten oraz jej mąż Jan. Jak ustalił DGP, Jan Klatten jest jednym z inwestorów w amerykańskiej firmie ładowarek Charge Point. Według naszych informatorów to ona wraz z białostocką spółką Electrum miała przygotować projekt infrastruktury ładowania e-samochodów. Charge Point nie odpowiedziała na nasze pytania.

Dzięki rozwojowi e-aut do 2030 r. ma powstać 51 tys. miejsc pracy

Eksperci w lutym ocenią e-auto znad Wisły

Komisja ekspertów powołana przez ElectroMobility Poland (EMP) jeszcze w tym miesiącu ma wytypować projekt samochodu elektrycznego, który zostanie skierowany do produkcji. Jednymi z kryteriów branych pod uwagę będą wielkość i cena auta.

Spółka odpowiedzialna za program elektromobilności w Polsce pod koniec ubiegłego roku rozstrzygnęła konkurs na wizualizację nadwozia. Kolejnym krokiem ma być budowa jeżdżącego prototypu. EMP chciałaby, aby był on gotowy za kilkanaście miesięcy. Rząd podtrzymuje deklarację o milionie aut elektrycznych w Polsce już w 2025 r.

- Podoba mi się młoda generacja konstruktorów, ludzi chętnych do stworzenia polskiego samochodu. Oni podchodzą do tego z wielkim zapałem - mówi Zbysław Szwaj, konstruktor leoparda - polskiego samochodu elektrycznego z Mielca - i członek komisji. W gronie ekspertów znalazł się też Wojciech Sierpowski, który od 1992 r. jest członkiem jury Car of the Year i jako jedyny Polak był jurorem w światowym konkursie Car of the Century. - Oczekujemy od projektów przede wszystkim innowacyjności, ponieważ wchodzenie w bezpośrednią konkurencję z firmami samochodowymi, które od wielu lat zajmują się elektromobilnością, nie będzie proste - tłumaczy Sierpowski.

Prawie 200 podmiotów jest zainteresowanych budową polskiego e-auta. - Ekspertów interesuje, jakie przewagi konkurencyjne może mieć dany pojazd, jakie będzie posiadał funkcje i czy jego produkcja będzie rentowna - wylicza Piotr Zaremba, dyrektor zarządzający ElectroMobility Poland. Wśród projektów, które trafiły do komisji, znalazły się m.in. elektryczny crossover z napędem na cztery koła oraz e-wersja nowej syreny. - Mamy nadzieję, że tak jak pierwsza syrena obudziła w Polakach mobilność, tak e-syrena pobudzi elektromobilność - mówi Piotr Kiljańczyk z AK Motor, które startuje w postępowaniu.

KBAC

@RY1@i02/2018/032/i02.2018.032.000001200.802(c).jpg@RY2@

Prognoza liczby osobowych aut elektrycznych w Polsce do 2050 r.

Karolina Baca-Pogorzelska

karolina.baca@infor.pl

@BacaPogorzelska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.