Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Mieszkanie za pół ceny tylko na peryferiach

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

DEWELOPERZY UCIEKAJĄ z centrów dużych miast na obrzeża. Za nimi podążają klienci

Małe miejscowości położone zaraz za granicami administracyjnymi dużych metropolii zamieniają się w place budowy. Deweloperzy budują już nie tylko na warszawskiej Białołęce czy w Wawrze, lecz nawet w położonych o kilkadziesiąt kilometrów od centrum stolicy Radzyminie i Błoniu. Nowe bloki wyrastają także w podwrocławskiej Oleśnicy czy w podkrakowskich Niepołomicach.

Peryferie przyciągają znacznie niższymi cenami gruntów. A im tańsza ziemia, tym taniej deweloper może później sprzedawać mieszkania. Zaś im niższe ceny oferuje, tym łatwiej znaleźć mu klientów.

Podmiejskie mieszkania są od 20 do nawet 80 proc. tańsze niż w dzielnicach zlokalizowanych bliżej centrum. Metr kwadratowy mieszkania na osiedlu Jesionowa Aleja w Radzyminie kosztuje ok. 4 tys. zł netto, podczas gdy na Woli za lokal o podobnym standardzie trzeba zapłacić 8 tys. zł.

Zdaniem analityków rynku nieruchomości najczęściej na kupno mieszkania na obrzeżach decydują się ludzie młodzi, z ograniczoną zdolnością kredytową. Drugą grupą są rodziny z dziećmi, które sprzedały mniejsze mieszkanie w centrum, po to by kupić większe na peryferiach. Niestety po przeprowadzce pozostaje jeden, za to poważny, problem: infrastruktura.

- Niestety, deweloperzy skuszeni niskimi cenami ziemi czasami zaczynają budowę osiedli w mało atrakcyjnych miejscach. Brak dróg, korki, męczące dojazdy do pracy to codzienność - wylicza Piotr Krochmal z Instytutu Analiz Monitor Rynku Nieruchomości. Jego zdaniem takim bublem lokalizacyjnym jest np. podkrakowskie osiedle Złocień. Nie dość, że nie ma tu dróg dojazdowych, to jeszcze znajduje się ono w pobliżu oczyszczalni ścieków.

Wszystko wskazuje jednak na to, że w najbliższych latach wartość peryferyjnych osiedli będzie rosła, szczególnie tych budowanych w pobliżu planowanych lub już powstających ciągów komunikacyjnych. - Po wybudowaniu mostu Północnego w Warszawie powinny wzrosnąć ceny mieszkań na Białołęce czy w podwarszawskich Jabłonnie i Legionowie - mówi Bartosz Turek, analityk z Home Broker. Dodaje, że już teraz część lokali w tej okolicy kupowanych jest jak jako inwestycja pod wynajem lub lokata kapitału.

Rozwój taniego budownictwa mieszkaniowego na obrzeżach miast odzwierciedla siłę nabywczą Polaków. Statystyczny Kowalski zarabiający ok. 3 - 3,5 tys. zł brutto może sobie pozwolić na kredyt nieprzekraczający 200 - 300 tys. zł. Mniej więcej tyle dadzą mu banki, które w ciągu ostatnich dwóch lat znacząco zaostrzyły kryteria oceny zdolności kredytowej klientów. Dlatego właśnie ponad 90 proc. z rozpoczętych w tym roku 31 tys. inwestycji mieszkaniowych, to lokale z tzw. segmentu popularnego: o niższym standardzie i w nieco słabszej lokalizacji.

Zgodnie z rządowymi szacunkami w kraju brakuje od 1,5 do 1,7 mln mieszkań. Gdyby więc liczba nowych inwestycji utrzymała się na poziomie 120 - 160 tys. rocznie, jak miało to miejsce w ostatnich latach, to potrzeby mieszkaniowe wszystkich Polaków zostałyby zaspokojone za co najmniej 10 lat. I to przy założeniu, że w tym czasie z rynku nie zniknąłby żaden blok z wielkiej płyty.

@RY1@i02/2011/085/i02.2011.085.000.006a.001.jpg@RY2@

Ewa Wesołowska

ewa.wesolowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.