Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Prezes banku i profesor ekonomii

2 lipca 2018

Dla Krzysztofa Kalickiego praca na uczelni jest niemal tak samo ważna jak prezesowanie dużej instytucji finansowej. Nic dziwnego, że kierowany przez niego Deutsche Bank Polska wykorzystuje w reklamie Alberta Einsteina

Wśród menedżerów bankowych niewielu jest takich, jak Krzysztof Kalicki, prezes Deutsche Banku Polska, którzy otwarcie deklarują, że równie ważna jak "komercja" jest praca na uczelni. - Kiedyś szef rady nadzorczej zapytał mnie: Nie ma pan dosyć pracy tutaj? Po co jeszcze ta uczelnia? Odpowiedziałem: Praca na uczelni to ciągły rozwój i ogromna przyjemność. A już bardziej żartem dodałem, że to jest moje ubezpieczenie na wypadek, gdybym kiedyś miał zakończyć pracę w banku - mówi Kalicki.

Właśnie praca naukowa doprowadziła Kalickiego do biznesu. - Gdy podejmowałem pracę na uczelni w połowie lat 70., mój ówczesny szef - prof. Karol Lutkowski powiedział: Jeśli chce pan uczyć o finansach, powinien pan popracować w banku - wspomina Kalicki swoje początki w SGPiS (dzisiejszej SGH). - W ten sposób trafiłem do Banku Handlowego i przeszedłem tam przez jednostki organizacyjne. Takie przekrojowe doświadczenie bardzo mi się potem przydało, bo miałem o czym opowiadać studentom.

W latach 80. zaczął pracować w Narodowym Banku Polskim, później w Ministerstwie Finansów. - Jako doradca. Nigdy nie miałem ambicji, żeby być urzędnikiem państwowym. Pełnienie funkcji doradczej pozwalało na niezależność w wypowiadaniu opinii. Mogłem otwarcie mówić np., że w pierwszej fazie transformacji mieliśmy bardzo mocno przeszacowany poziom kursu walutowego. Nasi doradcy zagraniczni, ale i dziś powszechnie szanowani eksperci krajowi, nie mieli wtedy zielonego pojęcia, jaki kurs byłby odpowiedni. I skończyło się "recesją transformacyjną" - wspomina Kalicki.

Ale kiedy w latach 1992-1993 ministrem finansów był Jerzy Osiatyński, Kalicki wyszedł poza obszar doradztwa: został dyrektorem departamentu zagranicznego w tym resorcie. - To był ciekawy okres negocjacji w sprawie restrukturyzacji naszego zadłużenia zagranicznego. Rozmowy z Klubem Londyńskim, zamiana zadłużenia na obligacje Bradyego, renegocjacje długu Polski z Rosją, członkostwo w OECD, pierwsza emisja obligacji na rynkach międzynarodowych. No i pierwsze prywatyzacje banków - wspomina. W 1994 r., czyli już za czasów Grzegorza Kołodki, został wiceministrem: - Broniłem się przed tym, bardzo unikałem polityki - w końcu pracowałem chyba dla dziesięciu ministrów finansów - ale ostatecznie zostałem sekretarzem stanu. Ministra Kołodkę znałem jeszcze z uczelni. W trakcie naszej współpracy on był odpowiedzialny za politykę, prowadzenie dyskusji z rządem, walkę z ministrami o stabilność budżetu. Ja byłem skoncentrowany na tym, co działo się w ministerstwie. Kołodkę wspomina bardzo dobrze: - Muszę powiedzieć, że jako jedyny miał przygotowany program, wchodząc do ministerstwa.

W 1996 r. przeszedł z ministerstwa do bankowości: - Chciałem wrócić na uczelnię. Ale ponieważ byłem włączony w restrukturyzację banków w Polsce, to ówczesny prezes Pekao Andrzej Dorosz zaproponował, żebym przeszedł do niego. Szybko jednak polityka mnie stamtąd wygnała.

Wtedy trafił do Deutsche Banku, w którym pracuje do dziś. Końcówka lat 90. była dla niemieckiego banku w Polsce ciekawym okresem. Był wymieniany jako potencjalny kupiec przy każdej dużej prywatyzacji, w końcu Niemcy spróbowali przejęcia na giełdzie - kilka miesięcy 1999 r. trwała batalia o BIG Bank Gdański. Kalicki mówi jednak, że nie był zaangażowany w ten proces. - Pracowałem w biznesie korporacyjnym, nie w bankowości inwestycyjnej. Ostatecznie Deutsche nie kupił BIG BG. Szkoda, ale wyszedł na tym dobrze, sprzedając akcje portugalskiemu BCP. Wtedy przyjęto długofalową strategię, że z przejętego krakowskiego BWR powstanie detaliczny Deutsche Bank 24, a Deutsche Bank Polska utrzyma charakter korporacyjno-inwestycyjny.

Na początku poprzedniej dekady Kalicki został szefem Deutsche Bank Polska. Dziś jest jednym z bankowych prezesów o najdłuższym stażu. Kilka tygodni temu jego odpowiedzialność urosła: oba polskie banki należące do niemieckiej grupy zostały połączone. - Gdy Deutsche zdecydował, że zostanie na stałe w bankowości detalicznej w Polsce, zapadła decyzja o fuzji. Argumenty to niższe koszty, jedna licencja, synergie operacyjne. Ponadto nadzór wskazywał, że połączenie byłoby pożądane. Od kilku tygodni funkcjonujemy już jako jedna spółka, ale cały czas jesteśmy w trakcie łączenia struktur, kultur obu organizacji, systemów informatycznych itd. - wylicza prezes.

Co się zmieniło w funkcjonowaniu Deutsche Bank Polska po fuzji? - Jednym z motywów połączenia było lepsze wykorzystanie kapitałów. Powstaje więc większa przestrzeń dla działalności kredytowej. Szybciej może rozwijać się biznes detaliczny, ale też w części korporacyjnej możemy udzielać większych kredytów niż do tej pory - dzięki podniesieniu limitu koncentracji - tłumaczy prezes.

- Strategicznie nastawiamy się na małe i średnie przedsiębiorstwa. Wykorzystujemy nie tylko środki własne, ale i międzynarodowe po to, by polskie małe i średnie firmy miały źródła finansowania projektów inwestycyjnych. Polski sektor prywatny wciąż za mało inwestuje - mówi Kalicki. I zaraz dodaje: - My często mówimy pół żartem "Deutsche nasz". W Polsce nie ma w zarządzie obcokrajowców. Nam zależy na tym, żeby polska gospodarka rozwijała się dynamicznie i na tym, żeby jak najlepiej wspierać naszych klientów w realizacji projektów inwestycyjnych. A poza tym biznes muszą po prostu prowadzić ludzie, którzy mają wyczucie lokalnego rynku - dodaje.

Chociaż fuzja zajmuje mu sporo czasu, z uczelni nie zrezygnował. - Właśnie przeprowadziłem egzamin, niestety nie wypadł dobrze. Może to nie najlepiej świadczy o wykładowcy. Ale też nie chciałem obniżać kryteriów - zapowiedziałem, że będę dopytywał.

@RY1@i02/2014/055/i02.2014.055.00000160a.803.jpg@RY2@

ANDRZEJ STAWIŃSKI/REPORTER

Krzysztof Kalicki

Łukasz Wilkowicz

 lukasz.wilkowicz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.