Zapis rekomendacji T o limicie zadłużenia jest zbyt sztywny
Nadzór bankowy powinien działać interwencyjnie, w przypadku kiedy któraś z instytucji zbyt beztrosko udziela kredytów. Wtedy powinien wkraczać, by uniknąć powielania ryzykownych praktyk wskutek działania presji konkurencyjnej. Rekomendacja jest obszerna, słuszności wielu zaleceń nie sposób kwestionować. Wiele z nich jest przez większość banków realizowana, ale w mojej opinii nadzór nie powinien ujednolicać standardów i algorytmów oceny ryzyka dla sektora bankowego. Tym bardziej że banki udzielają coraz mniej kredytów konsumpcyjnych - obecnie w wymiarze ilościowym o 1/3 mniej niż w 2008 roku. Wydaje się więc, że banki, może pod wpływem nadzoru, już zaostrzyły kryteria kredytowania. Natomiast co do limitów zapisanych w rekomendacji to jest to zalecenie zbyt sztywne, bo osobie, która zarabia kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, można bezpiecznie dać kredyt, nawet jeżeli dotychczasowe zobowiązania przekraczają limity. Z drugiej strony dla osób zarabiających mało poziom 50 proc. jest zbyt liberalny. Wreszcie ten zapis nie zmniejszy ryzyka wystąpienia zjawiska przekredytowania, bo tu najważniejszy jest system wymiany informacji między bankami, aby wiedziały, że mają do czynienia z potencjalnie ryzykownym klientem.
Wskaźnik kredytów zagrożonych ciągle rośnie, ale ten wzrost wynika także z faktu, że osłabła dynamika udzielania nowych pożyczek konsumpcyjnych. Więc im mniejszy w portfelu jest udział świeżych kredytów, tym ten wskaźnik jest wyższy. Jeżeli porównamy portfele powstałe w okresie, w którym udzielano najwięcej kredytów, a więc z 2008 roku, z portfelami udzielonymi wcześniej, to różnica w tempie ich psucia nie jest znacząca. Ale też obecnie wykazywana wartość kredytów zagrożonych może być zaniżona, gdyż statystyka nie potrafi wymierzyć zagrożeń w segmencie osób nadmiernie zadłużonych. Wiele osób nadmiernie zadłużonych ciągle skutecznie spłaca stare długi, zaciągając nowe.
Na pewno jest to kilkadziesiąt tysięcy osób. O ile łatwo jest wyliczyć na podstawie danych Biura Informacji Kredytowej, ile osób ma siedem czy dziesięć kredytów, o tyle trudniej jest oszacować ich dochody. Na razie osoby te często regulują terminowo swoje zobowiązania, odnawiając zadłużenie. Postępują podobnie do państwa polskiego, które emituje nowe obligacje na pokrycie starych zobowiązań. W sytuacji kiedy dochody tych osób drastycznie spadną bądź banki lepiej będą identyfikować takich klientów, wpadną oni w poważne tarapaty, a w ślad za nimi - kredytujące je banki.
@RY1@i02/2010/040/i02.2010.040.166.007c.001.jpg@RY2@
Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu