Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Inflacja wydrenuje nam portfele

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

W TYM ROKU czeka nas najwyższy wzrost cen od dziesięciu lat. Zdaniem analityków, którzy wzięli udział w ankiecie "DGP", całoroczna inflacja wyniesie 4,2 proc. Odpuści dopiero w przyszłym roku, gdy zwolni cała gospodarka

W lipcu inflacja liczona rok do roku wyniosła 4,1 proc. Biorąc pod uwagę, że prognozy mówiły o 4,3 proc. oraz że jeszcze w maju wskaźnik wynosił 5 proc., wynik uznać by można za dobrą wiadomość. Wolniej rosły ceny żywności, spadły ceny odzieży i obuwia, a przestały rosnąć ceny paliw.

Niestety na tym dobre wiadomości się kończą. Zdaniem analityków i ekonomistów w sierpniu wzrost cen znowu przyspieszy. Wszystko z powodu zamieszania na rynku walutowym oraz znacznego osłabienia złotego. Strata na złotym skutecznie niweluje zyski wynikające ze spadku cen ropy na rynkach światowych - za paliwa na stacjach w sierpniu przyszło nam płacić rekordowe sumy, a to przełoży się na ceny innych produktów i usług w sierpniu. A jak będzie jesienią?

- W kolejnych miesiącach inflacja powinna hamować. Spowalnia wzrost gospodarczy Chin, USA, krajów Unii, a wraz z nim spadają ceny ropy. Już nie powinna bić rekordów, co przełoży się na spowolnienie wzrostu cen w Polsce - przekonuje Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości. Dodaje, że spowolnienie gospodarcze w Europie wpłynie na spadek konsumpcji.

- Są dwa czynniki ryzyka, które mogą nam podbić inflację. Pierwszy to ceny żywności. Co prawda na razie spadały, niemniej nie wiadomo, jak bardzo zaszkodziły zbiorom w Polsce ulewy. Do tego nadal nie wiadomo, jak w kolejnych miesiącach będzie zachowywał się złoty. Jeśli znów osłabnie, to przyczyni się do wzrostu cen - wyjaśnia Morawski.

Uśredniona prognoza ekonomistów ankietowanych przez "DGP" mówi, że w tym roku inflacja wyniesie 4,2 proc. To blisko prognoz NBP, który twierdzi, że wyniesie ona 4 proc. Całkowicie natomiast rozmija się z założeniami do tegorocznej ustawy budżetowej, w której rząd zapisał zaledwie 2,3 proc.

Od szybkiego i wyraźnego wzrostu cen możemy odpocząć dopiero w przyszłym roku, choć inflacja rekordowo niska również nie będzie. Zdaniem ekonomistów ukształtuje się na poziomie 3,1 proc. Na to, jak będzie w rzeczywistości, wpłynie głównie sytuacja gospodarcza na zachodnich rynkach i to, jak przełoży się ona na warunki w Polsce.

Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku, sądzi, że w przyszłym roku również będziemy mieli do czynienia z dużymi wahaniami kursów walut z tendencją do osłabiania się euro, a tym samym złotego. Do tego nie ma co liczyć na znaczną obniżkę cen ropy naftowej na światowych rynkach, a to wszystko może spowodować, że inflacja w Polsce wyniesie 3,7 proc.

W opinii Agnieszki Decewicz, ekonomistki Pekao S.A., ryzyko dla przyszłorocznych podwyżek cen stanowi także sytuacja budżetu. - Jeśli rząd zdecydowałby się na podwyżkę podatku VAT do 25 proc., to na pewno przełoży się to na wzrost cen - mówi.

Nie brakuje jednak optymistów. Eksperci TMS Brokers uważają, że inflacja zejdzie do 2,4 proc., czyli nawet poniżej celu Rady Polityki Pieniężnej. Głównym tego powodem ma być wyhamowanie konsumpcji i wzrostu eksportu związane ze spowolnieniem w Europie i USA, co wpłynie na osłabienie kondycji naszych przedsiębiorstw.

@RY1@i02/2011/157/i02.2011.157.000.003a.001.jpg@RY2@

Na jaką inflację musimy być przygotowani w tym i w przyszłym roku

Wartość depozytów gospodarstw domowych na koniec lipca wyniosła 439,7 mld zł. Od początku roku wzrosła o 4,4 proc., ale w porównaniu z czerwcem już tylko o 0,9 proc. - wynika z danych o podaży pieniądza opublikowanych przez NBP. Znacznie szybciej w tym czasie się zadłużaliśmy - od początku roku nasz portfel kredytowy urósł o 7,6 proc. - Wzrost kredytów zaciąganych przez osoby prywatne przyspieszył od maja. Może mieć to związek z wakacjami. Klienci zadłużyli się na zakup wycieczek, zaciągając krótkoterminowe kredyty. W kolejnych miesiącach, jak również na początku przyszłego roku, możemy być świadkami wyhamowania wzrostu kredytów - uważa Krzysztof Wołowicz, dyrektor departamentu analiz w TMS Brokers. Podkreśla, że na tak wysoki wzrost zadłużenia wpływ mogły mieć także zmiany kursowe. W lipcu złoty tylko w stosunku do franka osłabił się o ponad 8 proc. Podobny wpływ zmian kursowych na wzrost zadłużenia możemy także zobaczyć w danych za ten miesiąc.

W firmach kredyty ruszyły w marcu, ich wzrost jest stabilny, waha się w przedziale 1,3 - 1,8 proc. W sumie w porównaniu z końcem 2010 r. zadłużenie przedsiębiorstw zwiększyło się o 9 proc. - do 239,4 mld zł. Depozyty w tym czasie spadły o 4,8 proc. - do 172,5 mld zł. - Najwyraźniej przedsiębiorstwa dryfują. Nie mają potrzeb inwestycyjnych, w związku z tym trochę swój rozwój finansują kredytem, a trochę oszczędnościami - mówi Wołowicz.

Nie wyklucza także, że z powodu bardzo niskiego oprocentowania kredytów niektóre przedsiębiorstwa zdecydują się na przerzucenie części oszczędności w bardziej dochodowe aktywa, np. obligacje. Równocześnie w związku z sygnalizowanym przez firmy spadkiem nowych zamówień w kolejnych miesiącach ani nie wzrośnie znacząco popyt na kredyty, ani nie zobaczymy dużego spadku ich depozytów.

Beata Tomaszkiewicz

beata.tomaszkiewicz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.