Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Inflacja uderza w etaty i pensje

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

ANALIZA "DGP". Wzrost cen najbardziej dotknie najuboższych, ale jego konsekwencje odczują wszyscy. Przedsiębiorstwa stają się mniej konkurencyjne, a przez to niechętnie zwiększają pensje i zatrudnienie

Eksperci nie mają wątpliwości - w tym roku inflacja będzie o przynajmniej 1,7 - 2,1 pkt proc. wyższa od przyjętej w ustawie budżetowej na 2011 r. Zamiast 2,3 proc. wyniesie minimum 4 proc. To przede wszystkim efekt wzrostu cen surowców na rynkach światowych, co wpływa też m.in. na wzrost cen żywności, paliw, energii, używania mieszkań - tych wszystkich artykułów i usług, z których zakupu najtrudniej jest zrezygnować. "DGP" z ekspertami analizuje, jakie skutki będzie miał wysoki wzrost cen na gospodarkę, konsumentów i pracowników.

Obniża się dynamika wzrostu realnych dochodów. - Płace przestały nadążać za wzrostem cen. W konsekwencji będziemy musieli albo ograniczyć konsumpcję, albo zacząć przejadać oszczędności - mówi Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości. Dodaje, że wzrost cen, przede wszystkim żywności, najbardziej odczuwają osoby o najniższych dochodach, one bowiem na jedzenie przeznaczają największą część zarobków. W konsekwencji u części rodzin może się pojawić nie tylko chęć przejedzenia oszczędności w celu utrzymania dotychczasowego poziomu życia, lecz także nadmierne zadłużenie.

Dynamiczny wzrost cen, a w jego konsekwencji podwyżka stóp procentowych spowodują także wzrost kosztów obsługi zadłużenia z tytułu kredytów hipotecznych. To dodatkowo zuboży nasze portfele i sprawi, że rodziny mniej wydadzą na bieżące potrzeby.

Wysoka inflacja spowodowana wzrostem cen surowców sprzyja wyłącznie ich producentom - np. rolnikom, którzy swoje produkty mogą sprzedać drożej, spółkom z branży wydobywczej czy przetwórcom ropy naftowej.

Pozostałe przedsiębiorstwa zaczynają być coraz mniej konkurencyjne. - Rosną im koszty wytworzenia i finansowania. Muszą częściowo ten wzrost przekładać na konsumentów, stąd dalszy wzrost inflacji - zauważa Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. Tłumaczy, że takie przełożenie musi się odbywać stopniowo, dlatego producenci zmniejszają własne marże, a to wpływa na ich zyski. - Tę presję już widać m.in. w wynikach producentów żywności przetworzonej - dodaje Pytlarczyk.

Brak wyraźnego wzrostu konsumpcji dusi produkcję, co wpływa na płace i zatrudnienie. - Jeśli firmy wykorzystują tylko część mocy produkcyjnych i nie widzą wzrostu zamówień, są mniej podatne na naciski płacowe. Mimo że wzrost płac nie nadąża za inflacją, nie zamierzają pracownikom rekompensować tej straty - podkreśla Ignacy Morawski. Te spostrzeżenia potwierdzają dane z gospodarki. W tym roku wyższe wynagrodzenia wywalczyli sobie głównie pracownicy branży motoryzacyjnej - co jest związane z wysokim popytem na ich produkty - oraz branży wydobywczej, która korzysta na wzroście cen surowców. - W większości firm nie ma presji płacowej lub jest ona niewielka z powodu utrzymującego się wysokiego bezrobocia. Pracownicy boją się, że gdy zaczną wysuwać roszczenia, szybko zostaną zastąpieni innymi osobami - mówi Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

Nawet duże przedsiębiorstwa spowolniły wzrost zatrudnienia. I dopóki popyt nie ruszy, trudno oczekiwać, aby zwiększały je w tempie dwucyfrowym. Ekonomiści nie wierzą, że w tym roku bezrobocie spadnie do 10,9 proc., jak założył rząd. W maju wynosiło 12,2 proc. i może się zmniejszyć do ok. 11,5 proc.

@RY1@i02/2011/120/i02.2011.120.000.003a.001.jpg@RY2@

Ekonomiści są zdania, że inflacja będzie znacznie powyżej oczekiwań rządu

Wyższa niż zakładana w prognozach rządowych inflacja oznacza wyższe przychody dla państwowego budżetu. Jej wzrost o każdy 1 pkt proc. powyżej założeń automatycznie oznacza wyższe wpływy z tytułu VAT i to aż o miliard złotych w skali roku. Zazwyczaj inflacja przekłada się również na wzrost funduszy płac oraz wzrost dochodów pracowników części branży, co ma odbicie w wyższych wpływach z PIT. Tylko w tym roku może to być 2 - 2,5 mld zł. Do tego dochodzą jeszcze zwiększone wpływy z tytułu CIT-u oraz akcyzy.

Reasumując, tylko w tym roku budżet może zyskać dzięki wyższej niż zapisano w ustawie budżetowej inflacji około 5 mld złotych. Nie oznacza to jednak, że na niej zarobi. Wystarczy, iż z tego samego powodu będzie musiał waloryzować świadczenia, na co będzie musiał dodatkowo wydać 1,5 mld złotych.

Beata Tomaszkiewicz

beata.tomaszkiewicz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.