Dziennik Gazeta Prawana logo

Agencje ratingowe: historia pewnego krachu

3 lipca 2018

Czy tworzą je zespoły analityków mających szacunek dla prawdy? Nic bardziej mylnego. "Nawet gdyby krowa wymyśliła jakiś instrument finansowy, i tak oceniłbym go pozytywnie" - pisał w e-mailu pracownik Moody’s

O bankructwie Grecji nikt by dziś nie mówił, a być może w ogóle nie byłoby kryzysu finansowego, gdyby do powszechnego użytku nie weszły kserokopiarki. Pod koniec lat 60. ubiegłego wieku, gdy powielanie dokumentów nie było tak łatwe, w biznesie prowadzonym przez agencje ratingowe panował jasny układ: płaci ten, kto szuka sposobu ulokowania pieniędzy. - S&P, Moodys oraz Fitch domagają się wielkich pieniędzy za usługi. Ocena wiarygodności spółki, miasta czy państwa kosztuje nawet setki tysięcy dolarów, czasami przekracza milion. Dla dużych inwestorów taka inwestycja była opłacalna pod warunkiem, że dzięki niej zyskają wiedzę nieosiągalną dla konkurencji - tłumaczy "DGP" Ansgar Belke, ekonomista z uniwersytetu w Duisburgu. Sytuacja zmieniła się w momencie, gdy zachowanie raportu w tajemnicy przestało być możliwe, bo kserokopiarki umożliwiały powielanie cennych danych.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.