Taryfami ku katastrofie
Wprawdzie wojna celna podczas Wielkiego Kryzysu wysadziła w powietrze światową gospodarkę i zrujnowała Stany Zjednoczone, lecz republikanie mogli przynajmniej powiedzieć, że dotrzymują wyborczych obietnic
Podczas kampanii wyborczej Donald Trump obiecał mieszkańcom pasa rdzy, że za jego prezydentury wrócą czasy świetności w niegdyś tętniących życiem przemysłowych miastach. Dziś metropolie leżące wzdłuż Wielkich Jezior od stanu Illinois i Indiana po Pensylwanię wymierają. Wyprowadzanie produkcji przemysłowej do państw z tańszą siłą roboczą zaowocowało ubóstwem w regionach niegdyś budujących mocarstwo Stanów Zjednoczonych. Gdy liczne afery coraz mocniej pogrążają prezydenta Trumpa, on przypomniał sobie o wyborczych obietnicach. Ich realizację ułatwia mu artykuł 301 amerykańskiej ustawy o handlu z 1974 r., dający prezydentowi wolną rękę w nakładaniu karnych ceł na zagraniczne produkty. Inaczej więc niż w przypadku np. budowy muru na granicy z Meksykiem, nie musi liczyć się ze zdaniem Kongresu. Trump zaczął od wprowadzenia ceł na stal i aluminium, czym zaszokował m.in. kraje Unii Europejskiej, Kanadę i Meksyk. Jednak po mocnym uderzeniu zawiesił ich wejście w życie do 1 maja, dając tym szansę drugiej stronie na zaproponowanie korzystnych dla USA zmian. Wprawdzie premier Belgii Charles Michel stwierdził, że Trump "przystawił nam pistolet do głowy", ale nie przekreśla to możliwości porozumienia.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.