Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Prowizorki są najtrwalsze. Także w Donbasie

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Rozejm między prorosyjskimi separatystami a wojskami pod dowództwem Kijowa obowiązuje dokładnie od roku. Wojny w Zagłębiu Donieckim nikt jeszcze nie wygrał. Pokoju na razie również nie

Porozumienia mińskie przewidywały zawieszenie broni i zaczęły obowiązywać 15 lutego 2015 r. Składało się na nie 13 punktów opisujących warunki rozejmu. Praktycznie żaden z nich nie został do końca zrealizowany. Dlatego coraz głośniej mówi się o Mińsku 3, czyli przeformatowaniu międzynarodowych zobowiązań pokojowych.

W nocy z 14 na 15 lutego mieszkańcy obszarów objętych działaniami wojennymi wymieniali się na portalach społecznościowych opiniami na temat zbliżającej się północy, od której miał obowiązywać rozejm. Nastroje były minorowe, bo od 12 lutego, gdy w Mińsku podpisano porozumienie, wciąż trwały walki o Debalcewo, ważny splot komunikacyjny między Donieckiem a Ługańskiem. Sekundy po północy pojawiły się pierwsze twitty - z Doniecka, Gorłówki, Jenakijewego, Mariupola. Donosiły: a jednak zrobiło się cicho.

Spokój okazał się jednak złudny. Podstawowe założenie porozumienia, czyli wstrzymanie działań zbrojnych i wycofanie ciężkiego sprzętu na 50-140 km w zależności od jego rodzaju, nie zostało w pełni zrealizowane. Strona ukraińska codziennie raportuje o kilkunastu lub kilkudziesięciu ostrzałach. Podobne dane publikują separatyści. Pracownicy misji OBWE regularnie donoszą o obecności niezgodnego z porozumieniem uzbrojenia wewnątrz strefy częściowo zdemilitaryzowanej. I to tylko wtedy, gdy są dopuszczani do interesujących ich miejsc, co nie jest normą ani po stronie kontrolowanej przez wojska rządowe, ani po tej zajętej przez separatystów.

Nie ma mowy o wypełnieniu powiązanych ze sobą pkt 5 i 6, przewidujących "zakaz karania osób w związku z wydarzeniami mającymi miejsce w niektórych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego Ukrainy" oraz wymianę jeńców na zasadzie wszyscy na wszystkich. Kijów zastrzega sobie prawo osądzenia liderów separatystów, także jako sposób na uniemożliwienie im startu w ewentualnych wyborach w przyszłości. Wymiana pojedynczych jeńców jest każdorazowo uzgadniana między zainteresowanymi stronami, często na poziomie lokalnym.

Martwe są punkty zobowiązujące Ukrainę do odbudowy systemu bankowego i wznowienia wypłat emerytur na obszarach kontrolowanych przez DRL i ŁRL, czyli samozwańcze republiki ludowe, a te ostatnie - do pozwolenia na pobór podatków przez Ukrainę. Ukraińskie banki nie mają dostępu do swoich oddziałów po drugiej stronie linii rozgraniczającej. W efekcie miejscowe banki nie działają, a obieg gotówkowy funkcjonuje głównie dzięki dowozowi rubli z Rosji. Emeryci otrzymują część pieniędzy ze środków własnych DRL i ŁRL, a po ukraińską emeryturę muszą jechać na kontrolowaną przez Kijów część Donbasu. DRL i ŁRL ściągają podatki od drobnych i średnich przedsiębiorców, a wielki biznes płaci je Ukrainie - głównie dlatego, że cieszy się nieformalną osłoną Rosji.

Do końca 2015 r. Kijów miał przyjąć zmiany do konstytucji, utrwalające specjalny status dla "szczególnych rejonów obwodów donieckiego i ługańskiego". Projekt pozwalający "szczególnym rejonom" na samodzielne powoływanie milicji, prokuratorów i władz lokalnych został złożony w parlamencie przed półroczem. Dla przeforsowania zmian, połączonych w jeden pakiet z reformą samorządową, nie ma jednak wystarczającej większości głosów. - Ten dokument nigdy nie został poddany ratyfikacji, a zatem parlament nie ma żadnych zobowiązań w tym zakresie. Prezydent wypełnił punkt dotyczący zmian w konstytucji, składając stosowny projekt. Ale Rada nie jest notariuszem i ma prawo decyzji - tłumaczyła DGP wiceszefowa parlamentu Oksana Syrojid.

Przedstawiciele Rosji, Ukrainy i państw Zachodu rozmawiają w ostatnich tygodniach o perspektywach zorganizowania wyborów w obwodach donieckim i ługańskim. Układ z Mińska przewiduje, że głosowanie powinno się odbyć zgodnie z ukraińskim prawem, pod nadzorem OBWE i po konsultacjach z "przedstawicielami szczególnych rejonów". Kijów kategorycznie odrzuca jednak możliwość jakichkolwiek konsultacji z DRL i ŁRL. Trudno też przypuszczać, by ukraińską jurysdykcję udało się rozciągnąć na tereny niekontrolowane przez Kijów. To sprzeczność wynikająca wprost z porozumień sprzed roku.

- Rosyjska oferta zakłada obecnie faktyczne uznanie separatystycznych organów władzy przez Kijów, a w zamian uznanie jego jurysdykcji nad tym obszarem i odsunięcie od władzy przywódców DRL i ŁRL, zwłaszcza że swoją rolę już odegrali - mówi DGP anonimowy rosyjski dyplomata. Ołeksandr Zacharczenko i Ihor Płotnycki, bo o nich mowa, byli w przeszłości dowódcami odpowiednio batalionów Oplot i Zaria. - Teraz pora na figury kompromisowe, kogoś, kto będzie umiał odbudować gospodarkę - dodaje nasz rozmówca. Dla Ukrainy dowolna nominacja narzucona przez Kreml była skrajnie trudna do przyjęcia.

Ukraińcy chcieliby jeszcze przed lokalnymi wyborami odzyskać panowanie nad całą długością granicy z Rosją. Dokument z Mińska przewiduje coś odwrotnego: "Przywracanie pełnej kontroli (...) powinno się rozpocząć pierwszego dnia po miejscowych wyborach". To kluczowa mina pod porozumieniem mińskim, ponieważ to właśnie przez niekontrolowaną granicę do Doniecka i Ługańska trafiają rosyjska broń, "urlopowani" żołnierze, zaopatrzenie i gotówka. I koło się zamyka: bez kontroli granicy nie ma mowy o przywróceniu ukraińskiej jurysdykcji, bez tej jurysdykcji nie da się przeprowadzić zgodnych z układem wyborów, a bez wyborów niemożliwe jest przywrócenie kontroli nad granicą.

Po roku wyraźnie widać, że żadna ze stron nie osiągnęła swoich celów. Rosji nie udało się zablokować integracji europejskiej Ukrainy; 1 stycznia weszło w życie porozumienie o stowarzyszeniu i wolnym handlu z UE, w lipcu oczekiwane jest zniesienie wiz do strefy Schengen dla Ukraińców. DRL i ŁRL nie zdołały zbudować struktur państwowych choćby na wzór Naddniestrza. To wciąż wojskowe księstewka, stanowiące gospodarcze i prawne czarne dziury. Ukrainie nie udało się odzyskać integralności terytorialnej. Teoretycznie porozumienie mińskie miało obowiązywać do końca 2015 r. W praktyce w grudniu strony nieformalnie porozumiały się o jego przedłużeniu na bliżej nieokreśloną przyszłość. Targi o jego modyfikację trwają.

Odzyskać kontrolę nad całą granicą: to plan Ukraińców przed wyborami

@RY1@i02/2016/030/i02.2016.030.000000500.803.jpg@RY2@

AP

Porozumienia mińskie nigdy nie zostały w pełni zrealizowane

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.